grabek11989

    grabek11989

    Początkujący amator 'pokojowych' przygód, z preferencją na tematykę horroru i thriller.

    Visited rooms:
    44

    Rooms on wishlist:
    5

    Level:
    Globetrotter

    Points:
    255

    0
    0
    Escape room - Świński Los
    Świński Los

    #45 "Zielony prosiaczek z guziczkiem w nosku". Czy ktoś to jeszcze pamięta...

    2/17/26 | visit date: 2/14/26

    Trusted review

    Wspomnianą w tytule opinii nazwę książki, jaką miałem przyjemność przeczytać będąc dziecięciem, łączy przede wszystkim bohater i los, jaki go spotkał pod koniec przygody. Tragedia. Obie atrakcje, zarówno książka jak i pokój - wywołały we mnie falę dyskomfortu, a także poczucia niesprawiedliwości, jakie spotyka niewinne istoty. A to już jest pewna sztuka.

    Przygoda zaczyna się mocny akcentem, który nastawił mnie na coś więcej. Niestety, oczekiwania na kolejnym etapie zabawy rozminęły się drastycznie z zaoferowaną rozgrywką (oczywiście to nie wina twórców). Pokój jest bardziej sposobem na przystępną edukację dla "zwiedzających", niżeli wyzwaniem lub czymś co zaskoczy dosadniejszym podejściem do poruszanej kwestii. Klimat szybko się wytrąca, aczkolwiek wiem czym jest to podyktowane. Tematyka ma trafić bowiem do każdego, w tym do dzieci i dosadniejsze atrakcje z pewnością mogłyby wzbudzić kontrowersje. ER jest tutaj zatem dodatkiem czy wręcz narzędziem do celu, jakim jest uświadomienie, że mięso na półce w sklepie to z reguły wynik pewnej ścieżki naznaczonej niepotrzebnym cierpieniem zwierzęcia przed jego śmiercią.

    Być może to wina wszechobecnego przebodźcowania (bo różnymi treściami jesteśmy bombardowani na co dzień, a mnie bardziej "ruszają" ludzkie losy, zwłaszcza dzieci), ale po wyjściu z pokoju moje oburzenie czy chęć zagłębienia się w tematykę szybko uleciała. Może dlatego, że jako świadomy konsument doskonale wiem, jakie zwierzęce dramaty kryją się też za ekologicznymi, warzywnymi uprawami, a mimo to wegetarianie to jedzą. Tu niestety nie ma jak na razie złotego środka. Jeść coś wszak trzeba by żyć i choć niezmiennie będę się wkurzał na ludzkie okrucieństwo wobec słabszych, tak zapewne sam nie będę w stanie tego zmienić.

    Odwiedzony pokój zaś jest prosty, zawiera kilka łamigłówek i przejście raczej nie nastręczy doświadczonemu graczowi wielu trudności (co rodzi też pytanie o sporą cenę względem liczebności atrakcji, ale biorę pod uwagę, że część opłaty to token na wsparcie w walce o lepsze losy zwierząt). Moje odczucia po grze stały się jednak na powrót neutralne, zwłaszcza wraz z ulotką na blacie w lobby firmy. Taką, która reklamowała lokalną burgerownię z wołowinką. Zabijanie świnek be, ale krówek już ok?* Oczywiście to niskich lotów sarkazm, nie przytyk do naprawdę solidnej firmy. Los świń to tylko wycinek okrucieństwa, jakie spotyka naszych malutkich braci, cytując jegomościa z Asyżu. Drobny krok ku świadomości, ale zdecydowanie potrzebny.


    *Swoją drogą dobre mają tam żarcie. Sprawdziliśmy po wizycie. :P
    Recently visited rooms:

    Overall rating: 6/10

    Customer service: 10/10

    Interior: 8/10

    Difficulty: Very easy

    Escape room - Ostatni Pasażer
    Ostatni Pasażer

    # 44 Takie to już są uroki korzystania z PKP

    2/17/26 | visit date: 2/14/26

    Trusted review

    Do świeżynki od ekipy „Prawdziwego Mikołaja” trafiliśmy przypadkiem w ramach atrakcji na Walentynki (oferta wpadła dosłownie w ostatniej chwili, bo z doborem atrakcji obudziłem się poniewczasie) i choć był to strzał w ciemno, tak okazał się trafem w samą dziesiątkę. Pokój ma fajny scenariusz, dobre tempo „atrakcji” i całkiem zgrabne zagadki, aczkolwiek chyba to wykonanie stanowi najmocniejszy atut miejsca.

    Był taki okres w moim życiu, kiedy na przejazdach w kolejach PKP straciłem trochę czasu, więc cieszę się, że ktoś wpadł na pomysł, aby obsadzić miejsce akcji swojego pokoju właśnie w takim okolicznościach „przyrody”. Nie wiem, czy podczas budowy odbywały się tu jakieś konsultacje z kimś z kolei, ale brawa za detale. Miejsce ma zdecydowanie unikalny klimat.

    Zagadek jest trochę, ale z perspektywy czasu mogę określić ich poziom mniej więcej na średni dla początkujących (wyjadacze porozbijają tutaj rekordy).* Lwia część to elektronika, chociaż była i mała niespodzianka, której do tej pory nie napotkałem, taka quasi-elektroniczna. Większy problem mieliśmy z częścią, która wymagała od nas nieco więcej sprawności „manualnej”, zwłaszcza że napocząłem sprawę bez dokładnego ustalenia: co i jak, a korekty trzeba było zrobić samemu. Znaczna część łamigłówek stanowi jednak tzw. standard ER, choć jest zgrabnie wpleciona w konwencję pokoju, na każdym etapie. Zdecydowanie nie było tu „niepasujących” zagadek.

    Jeżeli miałbym na coś narzekać to na pewne niedoróbki, wynikające z faktu, że pokój otwarto (z tego co pamiętam) na dzień przed naszą wizytą. W trakcie zabawy pewien element wystroju pokazał nam ekran „error”, co minimalnie psuło widoki (ci co byli - zrozumieją 😉), a i jeden aspekt w początkowej sekcji się w ogóle nie wyświetlił. Do teraz tak do końca nie wiem, czy to było zamierzone czy nie, bo odgadnięcie „brakującej” części zagadki odbyło się metodą próby i błędu. I trwało parę sekund.

    W podróż mogą wybrać się maksymalnie cztery osoby i jest to liczba na tzw. styk (zwłaszcza, że pokój jest liniowy). We dwoje okolicznościowo mieliśmy problemy z wymijaniem się w pewnych momentach (aby o coś nie zaczepić). Niemniej taka sytuacja wynika z „wierności oryginałowi” i biorę ją w ciemno jak dodatkową atrakcje, a nie niedogodność.

    Oczywiście na plus biorę też kontakt z „obsługą”, choć odniosłem wrażenie, że jedno z nich było już tego dnia zwyczajnie znużone pracą, a i my nie mieliśmy zbytnio dużo czasu na rozmowę, bo czekała na nas kolejna atrakcja.

    „Ostatni pasażer” co prawda nie zamiesza w mojej topce, aczkolwiek jeżeli chodzi o Warszawę, tak sądzę, że zdecydowanie powalczy o solidne miejsce w drugiej dyszce. Kto wie, może nawet wyżej.



    * Grę zakończyliśmy niestety z podpowiedziami. Odczuliśmy dłuższą przerwę od tego typu zabawy, bo w zasadzie każdą zagadkę można było łyknąć bez popitki, tyle że z należną koncentracją.
    Recently visited rooms:

    Overall rating: 8/10

    Customer service: 10/10

    Interior: 10/10

    Difficulty: Easy

    Escape room - Sekret Umysłu
    Sekret Umysłu

    #43 Co ten somsiad...?

    8/30/25 | visit date: 8/28/25

    Trusted review

    Pokój, do którego mieliśmy pewne oczekiwania (wynikające głównie z lepszego pozycjonowania w rankingu Lockme) i którym prawie w całości sprostał.

    Osobiście lubię bawić się w detektywów, więc badanie sprawy zaginięć w okolicy mieszkania niejakiego Wójcika, okazało się interesujące i przyjemne. Zwłaszcza, że zadania są tu w miarę proste, ale tematycznie prowadzące graczy na określoną woltę fabularną. Zresztą to po trosze thriller, ale i pokój fabularny, który w końcówce daje niezłą frajdę. Zresztą sama droga do finału ma przyjemne flow, obecne zdecydowanie od samego wejścia do ER.

    Zagadki są wymieszane, część w formie kłódek, część jest elektroniczna i działało to bajecznie, zwłaszcza że kilka rzeczy było tu dla nas nowych. W dwóch przypadkach pytałem się naszej GM czy mogę coś zrobić, bo nie chcieliśmy mieć potem "przypału", a pewne rozwiązania same nasuwały się do głowy.

    Za wystrój wnętrza też plusik, bo skrytki były w części dobrze zakamuflowane. Finalnie pokój raczej dla początkujących, bo zagadki nie stanowią większego wyzwania dla tych bardziej spostrzegawczych. Podczas gry udało się nawet pominąć jedną skrytkę i od razu rozwiązać inną zagadkę, powiązaną z zawartością tej pominiętej... Nam nieco lżejszy pokoik wcale nie przeszkadzał w dobrej zabawie.

    Jedyne minusy widzę w tych "nieco manualnych" zagadkach, bo mimo wykonania pewnych czynności, trzeba było czekać chwilę na reakcję. A tak - jak dotąd najfajniejszy odwiedzony pokój w Łodzi i na pewno kiedyś wrócimy zobaczyć resztę propozycji od firmy Alfa Fun.

    Ps. Obsługa też miła i uśmiechnięta od ucha do ucha.
    We escaped the room in: 65 minutes
    Recently visited rooms:

    Overall rating: 9/10

    Customer service: 10/10

    Interior: 10/10

    Difficulty: Easy

    Escape room - Łowca wampirów
    Łowca wampirów

    #42 Jak nie szpadlem, to kołkiem...

    8/29/25 | visit date: 8/27/25

    Mój ból egzystencjalny, powiązany z ominięciem wizyty w "Paranoi" od Tkalni Zagadek, spróbowaliśmy sobie zrekompensować zabawą w łowców wampirów, również z oferty tej firmy. I była to wyprawa nad wyraz udana.

    Łowy na krwiopijcę były nieco dłuższe, ale spowodowane jest to rozmiarem pokoju, jak i ilością zagadek. Trzeba przyznać, że nie znalazłem leniwie zrobionych zadań-rozpraszaczy. Wszystkie są idealnie "skomponowane" pod wystrój, jak i nastrój panujący na miejscu. I wszystkie są elektroniczne. Widać trud, jaki włożono, aby całość wyglądała jak prawdziwa posiadłość specyficznego arystokraty...

    Swoją robotę robi tu udźwiękowienie, gdyż parę razy czułem się, jakby ktoś obcy naprawdę mnie obserwował i to bynajmniej nie była nasza GM. Tu coś zaskrzypi, albo wyda jakiś niepokojący odgłos. Zaraz coś nam zsunie się z kąta i wbije kły w kark. Takie nastroje to ja szanuję, bo ułatwia to wsiąkanie w zabawę bez reszty.

    Gdzieś w dalszej części gry czekała nas pewna niespodzianka i jej design zrobił swoje. Jak dać się zaskakiwać, to właśnie w takim stylu. Świetna robota.

    Zagadki są raczej z grupy tych prostszych niż skomplikowanych, chociaż parokrotnie bardziej przydała się swojska spostrzegawczość. I lekka pomoc mistrzyni, bo jak się okazało w jednym przypadku sami sobie utrudniliśmy grę (no dobra, jam to uczynił)... Przekrój zadań i wykonanie rekwizytów są na najwyższym poziomie. W znacznej większości.

    Bo jeżeli miałbym się czegoś czepiać to eksploatacji kilku mebli i pewnych elementów wystroju, które nieco "tchnęły" słabszym wykonaniem, zwłaszcza względem wizualnie dopieszczonej reszty.

    To były udane, nastrojowe łowy, chociaż też trzeba przyznać, że na kilka atrakcji natknąłem się już gdzieś indziej. Ale całościowo zagrało to ładnie. W mojej opinii pokój też dobrze podziała na początkujących, którzy spokojnie mogą dać oczko wyżej. Godny polecenia.
    We escaped the room in: 80 minutes
    Recently visited rooms:

    Overall rating: 8/10

    Customer service: 10/10

    Interior: 10/10

    Difficulty: Easy

    Escape room - Redrum
    Redrum

    #41 Hotel Panorama - studium przypadku

    8/29/25 | visit date: 8/27/25

    Jak na najgorzej pozycjonowany pokój w Łodzi, "Redrum" przyniósł nam zdecydowanie wiele frajdy, zwłaszcza że zarówno ja, jak i żona zwyczajnie lubimy twórczość Stephena Kinga.

    Jest tu kilka smaczków, które nawiązują do dzieła pisarza pt. Lśnienie i podbijają odczuwalny, lekko niepokojący nastrój miejsca. Omawiany pokój to ten rodzaj "starszej" propozycji na zabawę, gdyż elektroniki jest tu jak na lekarstwo, a władzę sprawują natomiast niepodzielnie kłódki. I to w ilości przekraczającej normy ustanowione przez NFZ...

    Doświadczonych graczy ucieszy szeroki wachlarz kłódek, swoiście w ramach rozgrzewki, na zasadzie: co już dotąd widzieliśmy. Próżno jednak szukać czegoś innowacyjnego dla wyjadaczy tematyki ER.

    Początkujących ta ilość może nieco przerazić, ale to złudne wrażenie. Wystarczy się uzbroić w spostrzegawczość i chęć myszkowania, aby dojść do wniosku, że pokój oferuje dosyć standardowy pakiet zagadek, niekiedy ze znanymi przypadłościami*, jak i zauważalną już eksploatacją gadżetów/rekwizytów.

    Za mały minus biorę finał rozrywki, bo kończy się od tak, bez dreszczyku emocji, prawie dosłownie z enigmatycznym napisem Fin... Na dodatek w tym dniu w siedzibie Tkalni Zagadek było naprawdę tłoczno, więc na wyjściu z pokoju nr 237 zostaliśmy na chwilę pozostawieni sami sobie.

    Niemniej obsługę i tak oceniam wysoko, bo pomimo perturbacji z dotarciem na miejsce (mea culpa) dali nam dodatkową chwilę na skorygowanie kursu, nawet z przekroczeniem czasu na stawienie się w siedzibie firmy. Za co serdecznie dziękujemy. Jak i za cierpliwość oraz profesjonalizm.

    *Wystąpił syndrom kapryśnej kłódki, bo pomimo dobrej kombinacji całość "odpaliła" za trzecim razem.
    We escaped the room in: 55 minutes
    Recently visited rooms:

    Overall rating: 6/10

    Customer service: 10/10

    Interior: 8/10

    Difficulty: Medium

    Escape room - Missing
    Missing

    #40 Prosta receptura na „instant classic”

    4/8/25 | visit date: 4/7/25

    Trusted review

    Mija niecała doba od „odnalezienia” Amelii i moją reakcją nadal jest: „Wow”. Znacie ten moment, kiedy chcecie coś powiedzieć, ale brak wam słów? To taki typ pokoju, który bardzo łatwo wam zaszczepi chęć na kontynuowanie swojej przygody z ER. Zwyczajnie chce się więcej takich emocji i przeżyć. Zaginiona miesza mi w moim top 5, oj miesza.

    Od czegoś jednak trzeba zacząć. Klimat i wykonanie to coś czego temu pokojowi wiele innych warszawskich firm może pozazdrościć (zwłaszcza tych nowych, które 'życzą sobie co łaska, ale 4 stówki muszą być" za dużo słabsze rozwiązania). Miejsce jest wykonane z niesamowitym pietyzmem, a wszelakie drobiazgi zwyczajnie oczarowują i nadają całości pożądaną realność/autentyzm, przez co wizyta jest naprawdę warta swojej ceny. To nie są czasy współczesne. Normalnie przenieśliśmy się w czasie o te 50 lat i wcale nie zamierzaliśmy stamtąd wracać.

    Fabuła jest prosta, ale skutecznie napędza rozgrywkę. Brawa należą się dla Mistrzów Gry, bo zarówno początek, jak i koniec są fantastycznie wykonaną fabularną wstawką i to oni robią tu naprawdę solidną pracę. Mnie też zaskoczyło, jak różnorodny jest to pokój i nawet mimo tego nie następuje tu żadne wybicie z klimatu miejsca.

    Zagadki. Mamy tu pełen przekrój, jeżeli chodzi o poziom trudności. Są łamigłówki proste, ale są też i takie, które wymagają dłuższego główkowania. Jest ich naprawdę sporo, ale wszystkie były spójne w konwencji pokoju, ale żadna tak naprawdę nie była jakoś przesadnie trudna. Mamy tu masę elektroniki (brawa za fenomenalne, oryginalne rozwiązania), a kłódki są tu de facto „na wymarciu i nie występują w środowisku naturalnym”. Pokój nagradza za dobrą spostrzegawczość.

    Gdybyśmy tak naprawdę nie byli „zaprogramowani” na tle uprzednio odwiedzonych pokoi, że czegoś się nie dotyka, tak zabawa skończyła by się dużo wcześniej. I wiecie, co? Nie żałuję przestojów, bo to ten typ pokoju, gdzie chce się wykorzystać każdą możliwą minutę. Chce się „wycisnąć” tyle ile fabryka dała. Bo te 90 minut mijało piorunem…

    W dodatku wszystko zagrało jak należy. Pamiętam, że jak bardzo chciałem dać dychę „Motelowi California”, ale coś tam nie działało, coś odpadało, coś wytrącało z klimatu i z czystym sercem nie mogłem tego zrobić. Tu nie mam tego problemu. Na plusik zasługuje też system podpowiedzi, nienachalny, tak bardzo w konwencji prowadzonej historii.

    Po sprawie Amelii nic już nie będzie takie same, a ja mogę tylko zazdrościć tym, którzy jeszcze tu nie byli. Bo ten pokój to przeżycie w czystej formie. To miejsce gdzie da się oderwać od świata zewnętrznego i na jakiś czas przenieść gdzieś indziej. Wizualnie pieści oko i miejscami zaskakuje, tak jak to założyli twórcy. Brawka.

    Już czekam z utęsknieniem na Bazyliszka. Nie wiem, co Zagadkownia tam wymyśli, ale chyba będzie rzeczywiście potrzeba petryfikacja, aby przebić Zaginioną.
    We escaped the room in: 77 minutes
    Recently visited rooms:

    Overall rating: 10/10

    Customer service: 10/10

    Interior: 10/10

    Difficulty: Medium

    Escape room - Krypta wampira
    Krypta wampira

    39# Stary wampir i spiłowane kły

    4/8/25 | visit date: 4/7/25

    Trusted review

    „Katakumby” od firmy Zagadkownia były jednym z moich pierwszych pokoi i to one ustanowiły mi pewien standard zabawy w kwestii wykonania, klimatu czy „zacieszu” (na tyle mocno, że byłem tam jeszcze – z inną zebraną grupą) i siłą rzeczy m.in. w pryzmacie do tego pokoju do tej pory porównuje inne lokacje. Na kolejną wyprawę na Wilczą przyszło nam jednak z różnych względów trochę poczekać.

    Wypad na wąpierza miał być naszą rozgrzewką przed Zaginioną i takim swoistym spojrzeniem w przeszłość, bowiem pokój jest odczuwalnie już dosyć leciwy i ładnie na jego tle widać, jaki tytaniczny rozwój firma ma za sobą, dochodząc do poziomu wykonania Katakumb czy Zaginionej.

    Początek jest niezły i choć nie do końca czuć, iż całość to rzeczywiście krypta, tak pewne niuanse wpływają na ogólnie panujący lekki „grobowy” nastrój. Niestety aspekt ten zanika w dalszej części zabaw, bo wystrój przestaje nieco pasować do tematyki miejsca. Zgaduję, że miało wyjść nieco humorystycznie... Na pewno solidne odświeżenie i dodanie akcesoriów wpłynie na większe flow z rozgrywki. Chociażby takie pajęczyny wyglądają już słabo, a i widać pewne wyeksploatowane/podniszczone elementy gry.

    Poziom zagadek określiłbym jako początkujący. Tak naprawdę nie było problemu ze zrozumieniem co trzeba zrobić, tyle że gorzej już było nam coś znaleźć, bo mi jako okularnikowi odnalezienie w półmroku jakiegoś fanta było nieco utrudnione przez wadę, zwłaszcza że pojedyncze lampki dawały naprawdę silne światełko na małym obszarze.

    Tu skądinąd należy się pochwała, bo jak na stary pokój, tak większość zagadek jest jednak manualno-elektroniczna. Co prawda kłódki też się pojawiły, ale były jednak mniejszością. Na minus z kolei składa się ich ilość. Nie dziwię się, że można tu wymaksować czasy coś koło 20 minut…

    Nam wystąpił też problem z początkową zagadką, bo choć trafnie zgadliśmy co i gdzie, tak już wykonanie szło po grudzie, nawet pomimo „trafiania” w odpowiednie miejsce. Prób było na tyle dużo, że już zacząłem wątpić czy dobrze rozumujemy założenia twórców. W końcu ta ostatni próba, podszyta już pewną dozą frustracji, dała efekt. Najwyraźniej czujka nie wykrywała wiązki światła…

    Mimo lekkiego narzekania bawiłem się tu jednak nieźle (nawet zapalenie oskrzeli mi w tym nie przeszkodziło) i pokój polecam paczce początkowych miłośników ER. Sądzę, że dwie-trzy osoby to ilość optymalna. W przypadku większej grupki ktoś zwyczajnie nie będzie miał co robić.

    Na plus też oceniam pracę GM Leny. Widać zaangażowanie i entuzjazm do pracy, co się zawsze ceni.
    We escaped the room in: 59 minutes
    Recently visited rooms:

    Overall rating: 6/10

    Customer service: 10/10

    Interior: 6/10

    Difficulty: Easy

    Escape room - Vikings: The Phantom of Ragnarök
    Vikings: The Phantom of Ragnarök

    #38 U bram Walhalli

    3/20/25 | visit date: 3/16/25

    Trusted review

    „Matka, dawaj dwieście – nowa firma od ER w mieście”. Do wypadu na rabunki, z jakich słynęli Wikingowie, nie trzeba było mnie dwa razy namawiać. Ale tutaj nie plądrujemy, tu ratujemy świat przed Ragnarokiem, poszukując pradawnych artefaktów.

    Trzeba przyznać, ze pokój jest przyjemny i robi wrażenie, zwłaszcza początkiem, którzy rzeczywiście zawiera w sobie pierwiastek ER. Brawa należą się zwłaszcza za system podpowiedzi, bo ten jest w klimacie miejsca, a same wskazówki są sformułowane w formie zagadek słownych. To się zawsze ceni, że rozwiązania nie są wyłożone jak krowa na rowie.

    Dalsza zabawa traci jednak formę ER na rzecz Escape Boxa, co było dla nas zaskoczeniem, bo akurat o wypadzie na takowy się zasadzaliśmy, ale tego się tu nie spodziewaliśmy. Niemniej wystrój czy warstwa audio robią wrażenie i jak najbardziej wpłynęły na przyjemności z rozgrywki.

    A zabawa to nieco dłuższa materia (80 min.), bo zagadek jest tu rzeczywiście od groma. Skrzynki są bajecznie zaprojektowane, czuć od nich nowość, a wiele rzeczy można było robić równolegle do siebie. Nie ma tu co prawda za wiele elektroniki (dosłownie parę na krzyż), ale mi zabawa w starym stylu nie przeszkadza i trzeba przyznać, że na początkowym etapie można dostać oczopląsu. Tyle jest tych kłódek.

    Z tej racji gra w dwójkę była trudniejsza, bo przy takiej liczbie aktywności łatwo się zapomnieć o czasie, co się nam zresztą zdarzyło. Jeszcze nigdy nie wyszedłem z pokoju o prawie dziesięć minut dłużej… Odczuwalnie brakowało nam co najmniej jednej osoby (czy nawet dwóch), ale każda złamana zagadka dawała tym większą radość.

    Na osobne pochwały zasługuje Hubert, nasz mistrz gry, który sprawował nad nami pieczę, reagując tylko na wyraźne żądanie. Fajnie jest też, że puścił nam grę, bo byliśmy już bardzo blisko końca i jakoś to poszło. Na koniec mogliśmy też liczyć na fajną rozmowę na temat własnych doświadczeń.

    Jeżeli miałbym na coś narzekać, to chyba tylko na cenę. Mi się udało zarezerwować pokój jeszcze kiedy była dostępna kwota promocyjna, ale teraz widok prawie 4 stówek za dwie osoby wydaje mi się nieco wygórowany, zwłaszcza że są na rynku dostępne pokoje w co prawda w tej samej cenie, ale dużo bardziej immersyjne i rozbudowane. No i fakt, że to jednak w głównej mierze ładnie opakowany Escape Box, przy którym konkurencja życzy sobie o prawie połowę mniej…

    Ps. Od mojego ostatniego kontaktu z opisem pokoju, firma dodała dolną linijkę informującą o zabawie opartej na Escape BOX. Lepiej późno niż wcale. Niemniej warto też wiedzieć, iż w Warszawie jest miejsce, które prawdopodobnie oferuje dokładnie tą samą zabawę, a jest nim mianowicie Skrzynie Wikingów Escape Box od firmy Koniec Nudy. Wnioskuję to po fotografii, bo elementy na niej zawarte są takie same, jak w omawianym ER. Także informuję, aby nie było, że człowiek idzie dwa razy na to samo i czuje się oszukany.
    #38 U bram Walhalli
    We escaped the room in: 90 minutes
    Recently visited rooms:

    Overall rating: 8/10

    Customer service: 10/10

    Interior: 9/10

    Difficulty: Medium

    Escape room - Zielona Mila
    Zielona Mila

    #37 Ten ostatni posiłek

    3/3/25 | visit date: 3/1/25

    Pokój dla osób, które lubią prozę Stephena Kinga, a uważny uczestnik wyłapie tu pewne nawiązania do użytej w tytule nazwy książki/filmu. Jest tu obecny swoisty klimat amerykańskiego więzienia, powiedzmy z przełomu lat 50. czy 60. XX wieku, choć są tu elementy elektroniczne, które maksymalną 'wczuwkę' minimalnie psują. Uważam, że można by tu było zrezygnować w ogóle z elektroniki, naturalnie poza wystrojem wnętrza, który niegdyś służył do pozbawienia życia (a jego użycie tutaj stanowi tak naprawdę clue zabawy) i to tylko pomogło by w odbiorze "surowości" tegoż miejsca.

    Zagadki są tu odczuwalnie trudniejsze, przy czym jest ich też nieco mniej niż w pokojach, jakie do tej pory odwiedzałem. Niemniej graliśmy we dwójkę, przez co każde z nas miało co robić. Dlatego też sądzę, że troje graczy to rozsądne optimum w tym przypadku. W celu zdobycia wskazówek trzeba będzie się też kilka razy pogimnastykować, więc radziłbym przebrać się w ciuszki, jakie można pobrudzić. W pokoju jest też sporo 'zmyłek', które służą za wystrój wnętrza, co tylko pomaga immersji, ale większego zastosowania dla zabawy nie mają.

    Niemniej miałem problem z pewnym użytkowym 'rekwizytem'. Choć był w duchu miejsca, tak był już na tyle wyeksploatowany, że zamiast pomóc, tak naprawdę przeszkadzał mi w wyszukiwaniu rozwiązania. Zwłaszcza, że w pokoju jest nieco mniej światła, co tylko podbijało frustrację, która wynikała z tego, że czegoś nie mogłem zwyczajnie rozgryźć, bo elementy niezbędne do rozwikłania zagadki były bardzo słabo widoczne.

    Mistrz gry okazał się z kolei kompetentną osobą, a nieco się o to obawiałem, czytając "tutejsze" opinie. Przeciwnie - MG był schludny, rzeczowy, taki jaki powinien być. Jeżeli miałbym na coś utyskiwać to bardziej na fakt, że niekiedy podpowiedź wjeżdżała za szybko, kiedy nadal byliśmy w stanie sami coś zrobić. Zaś z drugiej zaś strony, kiedy widocznie się męczyliśmy i prosiliśmy o pomoc, tak MG trochę czasu zajęło, aby zareagować. Bardzo drobna niedogodność, ale zawsze.

    Pewnym kuriozum była sytuacja, gdzie z racji opierania się o coś (bo ktoś miał np. krótsze ręce, by po coś sięgnąć i inaczej było to średnio możliwe bez podparcia), jak się okazało - powodowaliśmy to, że wbijanie nawet poprawnej odpowiedzi nie dawało upragnionego skutku. Niemniej to są tylko szczegóły, które finalnie nie zabrały mi radości z gry i udowadniają, że pokoje sygnowane niżej w rankingu lockme też są warte, aby je odwiedzić. Nie jest to jakikolwiek top, ale jeżeli ktoś lubi więzienne klimaty, tak tu coś dla siebie znajdzie.

    PS. Mistrzowi Gry należą się też brawa za to, że poinformował nas o pewnym zapewne mało znanym fakcie, który sprawia, że gracze mogą być/lub są sfrustrowani na firmę SHOW ESCAPE, czując się finansowo naciągniętymi (i mają absolutną rację!). Mianowicie - tu trzeba wybrać. Albo Zielona Mila albo ShowShank. Albo Agent FBI albo Pogrzebani.

    Nie ma sensu odwiedzać tych wspomnianych duetów "po sobie", bo użyto na ich potrzeby te same pomieszczenia, zapewne tylko z lekko zmodyfikowanymi zagadkami, co w związku z brakiem takowej informacji na stronie firmy może powodować uzasadnioną niechęć i podejrzenie o 'wydębienie' tych dodatkowych dwóch stówek. Nam się uda tego uniknąć, ale rozumiem frustrację graczy, którzy odwiedzili te pokoje i zapłacili dwa razy tyle samo za podobne/lub takie samo doświadczenie.
    We escaped the room in: 59 minutes
    Recently visited rooms:

    Overall rating: 8/10

    Customer service: 9/10

    Interior: 9/10

    Difficulty: Hard

    Escape room - Imprisoned in a Fallout Shelter
    Imprisoned in a Fallout Shelter

    #36 Solidna dawka promieniowania

    2/18/25 | visit date: 2/15/25

    Trusted review

    Pierwsza myśl – prison break w otoczce postapo. I to cholernie dobry, że aż place lizać. Zaczyna się od małej niespodzianki, a potem jest tylko lepiej. Przede wszystkim warto wiedzieć, że wprowadzenie jest fabularyzowane i to decyduje o nastawieniu do całej zabawy. Trzeba przyznać, że już na tym etapie mistrz gry robi świetną robotę.

    Na podbicie klimatu wpływa fakt, że całość ma swoje miejsce w podziemnym schronie, jaki pamięta czasy zimnej wojny i stanowi jednocześnie atrakcję samą w sobie. Mój podziw budzi przede wszystkim wykorzystanie przestrzeni, bo bywa tu ciasno, ale jaką sprawia to frajdę, kiedy jest to dobrze wplecione w rozgrywkę.

    Zagadki, których jest tu trochę, są idealnie wtopione w tematykę. Jest tu odczuwalnie trudniej, a rozwiązywanie zadań daje poczucie satysfakcji, zwłaszcza kiedy graliśmy we dwójkę, co nie jest rekomendowaną liczbą uczestników. I to czuć, bo miejscami brakowało nam trzeciej, albo i czwartej osoby.

    Niemniej system podpowiedzi jest tu ładnie wkomponowany w tematykę, co tylko jeszcze lepiej wpływa na immersję. Mamy tu świetne wywarzenie elektroniki, zadań manualnych i kłódek. Dawno już nie czułem takiej satysfakcji z zabawy tego typu. Zwłaszcza, że tu trzeba się nakombinować, ale w bardzo fair sposób, który nagradza to sporym napływem endorfin i zadowolenia, że nabyte doświadczenie nie poszło w las i da się tutaj siebie „sprawdzić”.

    Fanfary należą się Jędrzejowi, bo spisał się tu na medal tak naprawdę w dwójnasób. Było widoczne to, że taka praca sprawia mu przyjemności i sam się tym bawi. Naprawdę wielki szacunek. Także jego „pomocnikowi”.

    Minusów tak naprawdę nie uświadczyłem, a jedyna niedogodność wynikająca z naszych „ubytków” w zdolnościach manualnych została „poprawiona” po jakimś czasie, bo mimo iż mam duży zasięg rąk, tak pewnego elementu nie byłem w stanie „ruszyć” żadną siłą, a kombinowałem jak przysłowiowy "koń pod górę" (a z pewnych przyczyn było to dodatkowo utrudnione – kto był, ten wie czemu).

    Nie zmienia to faktu, iż pokój zasłużył na swoje miejsce w pierwszej dziesiątce najlepszych ER w stolicy. Jeżeli ktoś nie oczekuje wizualnych wodotrysków, a podoba mu się pewna umowna „surowość” ze względu na taką koncepcję – jest to miejsce idealne dla Ciebie.

    Ps. Uwielbiam STALKERA i serię Metro, więc moja ocena nie powinna dziwić. Niemniej moja lepsza połówka jest w tej materii zielona, a bawiła się równie dobrze co ja, a to też o czymś świadczy.
    #36 Solidna dawka promieniowania
    We escaped the room in: 75 minutes
    Recently visited rooms:

    Overall rating: 10/10

    Customer service: 10/10

    Interior: 10/10

    Difficulty: Hard

    Page 1

    Show next

    Hey, our website uses cookies so that its all features can work properly.

    In addition to those necessary, we also use third-party cookies, so that we can use third-party analytics, social media or marketing tools. This means that the data collected through them is also processed by the providers of these tools.

    Do you consent to the use of cookies other than those necessary for the operation of the site as described by our privacy policy?

    Cookie settings

    Here you can change the detailed settings of the cookies used on our site. If you agree to particular type cookies, it means that you agree that the data collected by them will be used by the administrator of this site, as well as the provider of the specific tool we use - as described in our privacy policy.

    This type of files is necessary for the proper functioning of our site. They are used, among other things, for features such as the browser remembering the user's selected country, products in the shopping cart or the site's color theme.

    These files allow us to understand how users navigate our site. One such tool is Google Analytics, which allows us to collect anonymous information about the number of visits, use of specific features or type of user devices. Thanks to them, we are able to tailor the site to the needs and capabilities of diverse users.

    Tools from Google, TikTok, Facebook and Seznam.cz that collect information about users that we are able to use for marketing purposes.