Przyjemny pokój, super wystrój, zagadki logiczne, nie przekombinowane, przez co przez pokój przechodzi się dosyć płynnie. Świetna obsługa, warto odwiedzić ten pokój. Myślę, że najlepiej zagrać w łączoną grę z drugim pokojem Osadzeni w bunkrze.
Byliśmy na dwóch - kwaterze dyktatora oraz osadzonych i bardzo nam się podobało. Jest opcja połączenia w jeden scenariusz i tranzycja pomiędzy pokojami była genialna.
W samym pokoju super się bawiłem
Co prawda trudno określić go topowym, na chłodno dałbym mu ocenę 'dobry', ale aktorka świetnie zagrała swoją rolę co spowodowało, że gra była super i odbiór pokoju znacznie zyskał w moich oczach.
Do pokoju wybraliśmy się ze względu na zapowiedziane zamknięcie - jesteśmy bardzo zadowoleni, że dotarła do nas ta informacja i zdążyliśmy zgrać w nim w tej formie. Jednocześnie rozumiemy, dlaczego pokój będzie modernizowany/zastępowany, bo widać po nim już upływ czasu i "starszą myśl escape-roomową", ale my bawiliśmy się w nim świetnie.
W tym pokoju największą robotę robi obsługa, która spisała się naprawdę super. Zadbano o to by nie przynudzać technicznym wstępem, a zrobić go w interesujący sposób. W trakcie gry czuliśmy się zaopiekowani, a nasze poczynania były uważnie śledzone, gdy potrzebowaliśmy niewielkiej pomocy otrzymaliśmy ją w odpowiednim momencie. Widać również, że mistrzyni gry ma bardzo dobre wyczucie graczy i jest elastyczna, a na pierwszym miejscu stawia zapewnienie doświadczenie uszytego na miarę preferencji grupy którą obsługuje.
Wystrój pokoju choć dość surowy, to jest adekwatny do miejsca wykonania misji. Nie ma tutaj filmowej scenografii, ale wszystko jest spójne i stwarza dobrą bazę do osadzenia zagadek.
Zagadek nie jest dużo i nie są specjalnie wymagające, gra jest płynna i przyjemna. Nawet początkujący powinni sobie poradzić, co nie znaczy, że zagadki są banalne lub oklepane. Nawet nietrudne wyzwania w tym pokoju bardzo nam się podobały, bo były podane sprytnie, wymagały nietuzinkowych rozwiązań. Jedna złożona zagadka najbardziej zapadła nam w pamięci, ze względu na prostą mechanikę działania, a mimo to wymagającą konkretnego planu i dobrej współpracy.
Ogólnie zadania nie są ani trudne, ani bardzo odkrywcze, ale nam bardzo "siadły" i przy ich rozwiązywaniu świetnie się bawiliśmy.
Graliśmy w 2 osoby i bardzo dobrze nam się grało - dla doświadczonych na pewno fajne wyzwanie w parze. Ale większym grupom nie będzie ciasno, nawet w 5 osób, tylko zagadek na głowę wtedy mniej :)
Pokój na chłodno oceniłabym pewnie bardziej na 8, ale do oceny 9 wyciąga go nasze fenomenalne doświadczenie - po prostu wpasował się idealnie w nasze gusta.
W 8 Gates graliśmy 8 lat temu w Osadzonych w bunkrze i naprawdę widać spory postęp i adaptację do nowych trendów. Ewidentnie jest to firma, która stale chce się rozwijać, a pracownicy są również bardzo zajawieni, po grze bardzo miło się rozmawiało z naszą mistrzynią gry, która chętnie dzieliła się tajnikami pracy przy tym pokoju w odpowiedzi na nasze pytania. Miała również bardzo dobrą wiedzę na temat pokoju oraz firmy, więc widać, że nie pracują tu przypadkowe osoby.
Z pewnością warto ten pokój odwiedzić nim się zamknie!
Tutaj mam tylko dylemat co konkretnie polecić - bo myślę, że łączona gra w obu pokojach tej firmy to może być super doświadczenie, tylko jeśli dobrze zrozumiałam, to w zamyśle pokój ten będzie 'zastąpiony' tak aby zachować konwencję - docelowo nadal będzie istniał prequel do Osadzonych. W takim wypadku myślę, że poleciłabym teraz odwiedzić Kwaterę solo, bo zakładam, że w nowej odsłonie łączona gra to będzie już absolutna petarda.
Na ten pokój przyszliśmy kompletnie wykończeni. Była to ostatnia możliwa godzina po kilkunastu godzinach podróży i szczerze mówiąc zastanawiałam się, czy w ogóle będę w stanie skupić się na zagadkach. Tymczasem „Osadzeni” od 8 Gates Escape Rooms okazali się jednym z tych pokoi, które zapamiętuje się na długo.
Już od pierwszych minut zaskoczył mnie bardzo duży poziom interakcji z prowadzącą. I tutaj muszę zrobić małe zastrzeżenie, bo należę do grona osób, które za takimi rozwiązaniami zwykle nie przepadają. Nie wiem, czy to zmęczenie sprawiło, że odpuściłam swoje uprzedzenia, czy może po prostu pani Zosia była tak ujmująca, ale… bawiłam się znakomicie. Gwoli sprawiedliwości chcę jednak uprzedzić osoby, które – podobnie jak ja – unikają pokoi z dużą interakcją z obsługą. W tym przypadku jest jej naprawdę sporo, choć ma ona wyłącznie charakter fabularny i bardzo dobrze wpisuje się w historię.
To właśnie klimat jest największą siłą tego pokoju. Jest niezwykle immersyjny i pochłania od pierwszych chwil. Myślę, że to jeden z tych escape roomów, które długo zostają w pamięci właśnie dlatego, że atmosfera jest tak dobrze zbudowana. Wszystko ze sobą współgra i ani przez moment nie miałam wrażenia, że coś wybija mnie z opowieści.
Wystrój również zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Nie jest przesadzony ani przeładowany, ale widać, że powstał z ogromną dbałością o szczegóły. Każdy element wydaje się być dokładnie tam, gdzie powinien, a całość idealnie współgra z fabułą.
Bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie również zagadki. Nie znajdziecie tutaj wielu elektronicznych czy nowoczesnych mechanizmów, ale wcale ich nie brakowało. Wręcz przeciwnie – kreatywność twórców naprawdę zasługuje na brawa. Same zagadki nie należą do wyjątkowo trudnych. Cały haczyk polega jednak na tym, żeby najpierw je… odnaleźć. To będzie prawdziwy rarytas dla osób spostrzegawczych. A jeśli w drużynie nie ma nikogo z dobrym okiem do szczegółów, poziom trudności potrafi wyraźnie wzrosnąć. Co ważne, to poszukiwanie ukrytych mechanizmów i elementów ani przez chwilę nie było frustrujące. Wszystko odbywało się bardzo naturalnie i było świetnie uzasadnione fabularnie.
Logistyka również przypadła mi do gustu. Pomimo, że lubię ciasne przejscia i dużo pomieszczeń na różnych kondygnacjach a tutaj tego nie ma to znowu powtórzę bardzo to pasowało do klimatu. Pomieszczeń było parę, to najbardziej waskie i najbardziej klimatyczne trochę trąciło niewykorzystanym potencjałem. No ale cóż, znowu chyba nie jestem w tym zacnym gronie najliczniejszych klientów :)
Na osobne wyróżnienie zasługuje obsługa. Pani Zosia wykazała się ogromnym wyczuciem graczy. Interakcja była prowadzona bardzo naturalnie, bez przesady, z idealnym wyważeniem między prowadzeniem historii a pozostawieniem przestrzeni na samodzielną grę.
Na koniec chciałabym poruszyć jedną rzecz, która od dawna chodzi mi po głowie. Trochę ubolewam nad tym, że informacje o dużym stopniu interakcji z obsługą są na Lockme zazwyczaj ukrywane albo wspominane bardzo ogólnie. Czasem zastanawiam się, jak liczna jest grupa graczy, która naprawdę lubi być tym zaskakiwana. Być może to ja należę do mniejszości osób, które nie tylko nie przepadają za taką formą rozgrywki, ale wręcz wolą jej unikać. Paradoksalnie jednak tutaj bawiłam się przednio. Moje towarzystwo nie było już tak zachwycone takim obrotem spraw, choć ponieważ większość interakcji wzięłam na siebie, również doceniło klasę prowadzenia i świetne wyczucie obsługi.
To pokój, który zapamiętam przede wszystkim za sprawą atmosfery. Nie próbuje olśniewać technologią, tylko konsekwentnie buduje napięcie, angażuje fabularnie i sprawia, że przez cały czas naprawdę czuje się uczestnikiem tej historii.
Już od samego początku możemy poczuć się jak w innej rzeczywistości, gra aktorska jest na naprawdę wysokim poziomie i umie wybić graczy z rytmu. Zagadki są trudne ale do zrobienia a sam wystrój pokoju wzbudza emocję. Gdy trafiłyśmy już do sedna po wprowadzeniu w głowię pojawia się pytanie „Czy to wszystko napewno było tylko fikcją?” Ale ogólnie bardzo polecam, mam nadzieję że jeszcze kiedyś uda mi się odwiedzić ponownie ten pokój.