Do świeżynki od ekipy „Prawdziwego Mikołaja” trafiliśmy przypadkiem w ramach atrakcji na Walentynki (oferta wpadła dosłownie w ostatniej chwili, bo z doborem atrakcji obudziłem się poniewczasie) i choć był to strzał w ciemno, tak okazał się trafem w samą dziesiątkę. Pokój ma fajny scenariusz, dobre tempo „atrakcji” i całkiem zgrabne zagadki, aczkolwiek chyba to wykonanie stanowi najmocniejszy atut miejsca.
Był taki okres w moim życiu, kiedy na przejazdach w kolejach PKP straciłem trochę czasu, więc cieszę się, że ktoś wpadł na pomysł, aby obsadzić miejsce akcji swojego pokoju właśnie w takim okolicznościach „przyrody”. Nie wiem, czy podczas budowy odbywały się tu jakieś konsultacje z kimś z kolei, ale brawa za detale. Miejsce ma zdecydowanie unikalny klimat.
Zagadek jest trochę, ale z perspektywy czasu mogę określić ich poziom mniej więcej na średni dla początkujących (wyjadacze porozbijają tutaj rekordy).* Lwia część to elektronika, chociaż była i mała niespodzianka, której do tej pory nie napotkałem, taka quasi-elektroniczna. Większy problem mieliśmy z częścią, która wymagała od nas nieco więcej sprawności „manualnej”, zwłaszcza że napocząłem sprawę bez dokładnego ustalenia: co i jak, a korekty trzeba było zrobić samemu. Znaczna część łamigłówek stanowi jednak tzw. standard ER, choć jest zgrabnie wpleciona w konwencję pokoju, na każdym etapie. Zdecydowanie nie było tu „niepasujących” zagadek.
Jeżeli miałbym na coś narzekać to na pewne niedoróbki, wynikające z faktu, że pokój otwarto (z tego co pamiętam) na dzień przed naszą wizytą. W trakcie zabawy pewien element wystroju pokazał nam ekran „error”, co minimalnie psuło widoki (ci co byli - zrozumieją 😉), a i jeden aspekt w początkowej sekcji się w ogóle nie wyświetlił. Do teraz tak do końca nie wiem, czy to było zamierzone czy nie, bo odgadnięcie „brakującej” części zagadki odbyło się metodą próby i błędu. I trwało parę sekund.
W podróż mogą wybrać się maksymalnie cztery osoby i jest to liczba na tzw. styk (zwłaszcza, że pokój jest liniowy). We dwoje okolicznościowo mieliśmy problemy z wymijaniem się w pewnych momentach (aby o coś nie zaczepić). Niemniej taka sytuacja wynika z „wierności oryginałowi” i biorę ją w ciemno jak dodatkową atrakcje, a nie niedogodność.
Oczywiście na plus biorę też kontakt z „obsługą”, choć odniosłem wrażenie, że jedno z nich było już tego dnia zwyczajnie znużone pracą, a i my nie mieliśmy zbytnio dużo czasu na rozmowę, bo czekała na nas kolejna atrakcja.
„Ostatni pasażer” co prawda nie zamiesza w mojej topce, aczkolwiek jeżeli chodzi o Warszawę, tak sądzę, że zdecydowanie powalczy o solidne miejsce w drugiej dyszce. Kto wie, może nawet wyżej.
* Grę zakończyliśmy niestety z podpowiedziami. Odczuliśmy dłuższą przerwę od tego typu zabawy, bo w zasadzie każdą zagadkę można było łyknąć bez popitki, tyle że z należną koncentracją.
Scenariusz i fabuła pokoju jest wyjątkowa, bowiem takiej tematyki nie ma na mapie warszawkitch er. Świąteczna atmosfera jest z nami od samego wejścia do escape roomu, tak samo jak przemiła elfia obsługa. Scenografa biura Mikołaja robi wrażenie, jest istnie świąteczna, kolorowa i ... dosyć zaskakująca. Zagadek jest sporo, są one nieliniowe, oparte na różnych mechanizmach działania - jednak muszę przyznać, iż niczym nas specjalnie nie zaskoczyły, a i wprowadzały chaos. Bez podpowiedzi wyszliśmy w 38 minut (prawie ustanawiając rekord, a niespecjalnie się spieszyliśmy). Prócz tego przyznam szczerze, że miałam większe oczekiwania patrząc na ranking i jestem jednak lekko rozczarowana (chociaż na początku byłam oczarowana).
Niemniej, warto zaliczyć ten świąteczny wypad (zwłaszcza w środku lata).
Do zobaczenia na drugim pokoju :)
Ho Ho Ho… a nie to nie ta przygoda. 🎅
Po wizycie w świątecznym pokoju Prawdziwy Mikołaj byliśmy bardzo zadowoleni i gdy tylko zobaczyliśmy na lock.me, informację, że w przygotowaniach jest nowy pokój, długo nie trwało zanim wpadł on na listę życzeń. Oczekiwania przed grą mieliśmy spore, ale to, co zastaliśmy na miejscu, zaskoczyło nas i to pozytywnie.
Nie chcemy za dużo zdradzać, bo mamy wrażenie, że ten pokój najlepiej działa na zasadzie: im mniej wiesz, tym lepiej… także dziś bez spoilerów. 🤫
Możemy powiedzieć tylko tyle, że klimat podróży jest tu naprawdę dobrze zbudowany. Od pierwszych minut czuć, że to nie jest zwykła sceneria, tylko przemyślana historia, w której jesteśmy częścią większego planu. Na początku potrzebowaliśmy chwili, żeby ogarnąć, gdzie dokładnie jesteśmy i co się właściwie dzieje. Rozgrywka rozwija się stopniowo, ale za to jest spójna i realistyczna. Klimat idzie w stronę prawdziwego filmu akcji. Jesteśmy ekipą bardziej strachliwą, niż odważną, a tutaj bawiliśmy się świetnie.
Scenografia zrobiła na nas ogromne wrażenie. Widać, że pokój jest nowy. Momentami naprawdę można zapomnieć, że jest się w escape roomie, bo otoczenie i dźwięki robią swoje.
Fabuła jest mocno powiązana z zagadkami i to duży plus. Wszystko wynika z prowadzonej historii, nie ma zagadek, typu wstawiliśmy, bo zagadka czekała w magazynie. Czuliśmy, że każda kolejna rzecz przybliża nas do celu i ma sens w kontekście całej sytuacji. Zagadki są różnorodne: część logicznych, część bardziej technicznych, przy niektórych trzeba było dłużej pomyśleć. Prosiliśmy również o podpowiedź, bo utknęliśmy na dłużej, ale to mogła być też kwestia naszego kombinowania z rozwiązaniem. 🤯
Graliśmy w cztery osoby i każdy z nas znalazł tutaj coś dla siebie.
Śmialiśmy się po wyjściu, że chyba za bardzo wczuliśmy się w klimat, bo momentami analizowaliśmy każdy ruch, jakby od niego zależało coś więcej niż tylko kolejna zagadka. To chyba najlepszy dowód na to, że historia wciąga.
Czuć tutaj powiew świeżości… i czegoś innego na warszawskim rynku escape roomów. Jedna osoba z naszej drużyny już przy wyjściu stwierdziła, że to jeden z lepszych pokoi, w jakich była. Na warszawskim rynku będzie to ciekawa pozycja.
Na osobny akapit zasługują Mistrzowie Gry. Po zakończonej misji znaleźli dla nas czas, żeby spokojnie z nami porozmawiać, bez pośpiechu tylko z pasją i zaangażowaniem. Takie podejście bardzo doceniamy.
Dziękujemy za fajną przygodę i miłą rozmowę.
Jeżeli szukacie pokoju z przemyślaną fabułą i z ważnym zadaniem do wykonania to bez wahania kupujcie bilety i wskakujcie do tej misji! My wyszliśmy bardzo zadowoleni i trzymamy kciuki za rozpęd tego projektu i już czekamy na kolejne przygody! 🚆
Od progu przywitała nas przesympatyczna obsługa, wystrój pokoju jest dopracowany, zdecydowanie o każdej porze roku przeniesie nas do krainy zimy. Zagadki są ciekawe, o różnym stopniu trudności, oparte na różnych mechanizmach, jednak trochę chaotyczne. Nas pokój rozczarował, po pozycji w rankingu spodziewaliśmy się dużo dłuższej rozgrywki i większej ilości zagadek, a grę zakończyliśmy w 38 minut.
Scenografia jest niezwykle dopracowana i pełna detali — czujemy się jak w prawdziwym zapleczu Świętego Mikołaja, gdzie każdy element ma swoje miejsce i sens. Klimat jest ciepły, radosny i bardzo przyjemny, niezależnie od pory roku.
Zagadki są różnorodne, logiczne i świetnie osadzone w tematyce, wymagają współpracy i spostrzegawczości, ale nie frustrują. Poziom trudności oceniam jako średni — idealny zarówno dla rodzin, jak i dorosłych grup szukających lekkiej, pozytywnej rozgrywki.
Ogromnym atutem pokoju są dwie przesympatyczne elfy Mikołaja w roli mistrzyń gry. Prowadziły grę z humorem, zaangażowaniem i dużym wyczuciem, dzięki czemu atmosfera była jeszcze bardziej świąteczna i swobodna.
Bardzo ciepły, dopracowany i pełen uroku pokój — zdecydowanie warto odwiedzić.