
Nie 'głupi'...
03.08.26 | datum návštěvy: 02.08.26
podróż, spacer czy wyjazd to kwestie dla dziecka.
My aspirujemy do tej wyższej sfery,
do Zabójczej Misji zwanej 504.
Mamy schwytać zbira, przemytnika koki.
Transport krył pod stertą z bananów powłoki
i zwoził ją całą wprost z Wenezueli...
Czas by Carlos szybko trafił do swej celi.
Jednak na początku już daliśmy ciała
bo się posypała nasza akcja cała.
Zostaliśmy szybko w kajdany zakuci
i nikt z nas nie wiedział czy nam wolność wróci.
AGENCI z ELITY, z tajnego wywiadu
a dali się podejść jak ofiary czadu!
Pojmani, więzieni, z brakiem negocjacji
stajemy z wrogami w pełnej konfrontacji.
I nim ogień pożre palące się świeczki
musimy ułożyć szybki plan ucieczki.
Ile mamy czasu aby ubiec wroga...?
70 minut... Mało, olaboga!
70 minut aby zrzucić pęta
gdy nasz status nie jest wart jednego centa.
70 minut by przechytrzyć wroga
u którego psyche jest niezwykle sroga.
70 minut aby akcję przeżyć
gdy przeciwnik sprawnie potrafi uderzyć.
Przeciwnik, któremu fizjonomia, rysy
nadała przydomek Bald co znaczy Łysy.
Facjata mu złotym uśmiechem się szczerzy
a postura drania ze dwa metry mierzy.
Kilku drabów z bronią chroni swego bossa,
każdemu za paskiem błyszczy ostra 'kosa'.
Dłonie niczym bochny krępego atlety
miażdżąco ściskają stalowe kastety.
Co drugi dopala śmierdzącego peta,
inni wolą gdy im w ciele krąży 'meta'.
Nie mamy tu szansy... lecz tylko dopóty,
dopóki z nas każdy w obrączki zakuty.
Nie mamy pojęcia jak się wyrwać z matni,
z pomocą nie przyjdzie żaden oddział bratni
bowiem cała akcja to tak w prawdzie ściema;
oficjalnie nas tu tak w ogóle nie ma.
Szansa się nadaża gdy znikli za drzwiami
a my, wciąż zakuci, zostaliśmy sami.
Lokum liche w diabły, niczym krwawa rzeźnia;
tutaj raczej z wrogiem nikt się nie przedrzeźnia.
Rozrzucone karty jakby ktoś w pokera
grał o swoje życie... O jasna cholera !
W koncie leży tablic - stos. Rejestracyjnych...
Czyżby należały do ofiar mafijnych...?
To, żeśmy w zasadzkę wpadli, to nie znaczy
że taki epizod odda nas rozpaczy.
Przeciwnie, bo kiedy już nad katem wisisz
komórki nam w mózgu robią niezły kipisz.
I wyjdziemy z presji, z jej wszystkich odcieni
bo właśnie tym trybem byliśmy szkoleni.
Krótki czas skupienia... Klucz łotrów zgubiony...
Rozlega się zamka kajdan dźwięk stłumiony.
Połowicznie wolni, teraz znaleźć sposób
jak ominąć zbójów, po cichu, w pięć osób.
Szło nam jak po grudzie - ale na początku;
potem wróg pokotem padał bez wyjątku.
W drodze, jeden z panów, niemal w mgnieniu oka
oddał, pod przymusem, nowiutkiego Glock'a.
Uzbrojeni, wściekli, napędzani strachem,
że żywot mogliśmy zakończyć pod piachem
parliśmy do wyjścia by zdążyć przed czasem,
by znów nie dać plamy (mówiąc tak nawiasem).
Choć początek akcji był pożal się boże
to misję kończymy już w lepszym humorze.
A Carlos...? Cóż, karty ciągle są na stole...
Ważne, że Łysego wywiedliśmy w pole.
Celkové hodnocení: 6/10
Zákaznický servis: 9/10
Interiér: 9/10
Obtížnost: Těžké



