Do Black Cat trafiłyśmy grupą z escape-roomowym doświadczeniem raczej ubogim, a jednak ten pokój okazał się dla nas strzałem w dziesiątkę! Wprowadzenie mistrza gry było bardzo przystępne i rzeczowe, dzięki czemu nawet jako laik złapałam wszystkie zasady bez problemu. Zdecydowanym plusem na wstępie był krótki film, który zrobił robotę z wprowadzeniem nas w odpowiedni nastrój.
Zdecydowałyśmy się na wersję z aktorem, którą osobiście bardzo polecam — w moim przypadku nerwowe oczekiwanie na pojawienie się mordercy zdecydowanie wpłynęło na wczucie się w historię. Mimo to, jestem pewna, że wersja "dla mięczaków" jest równie angażująca, bo sam wystrój pomieszczenia, obecne w nim rekwizyty i efekty audiowizualne skutecznie przyprawiły mnie o ciarki. Zagadki wymagały od nas sporo kreatywności, kombinowania i nieszablonowego myślenia, jednak nie sprawiły nam trudności, a wręcz ogromną satysfakcję z efektów. Genialne i nieco szokujące były zadania wymagające bardziej bezpośredniej interakcji. Kolejne elementy historii odkrywane były przed nami na przeróżne, zaskakujące sposoby zapewniające stopniowy wzrost napięcia, a więc ogromny ukłon w stronę twórców — niektórych z nich w życiu bym się nie spodziewała! Cała ta podbudówka zapewniła genialny, pełen emocji finał, po którym nie odczułam ani trochę niedosytu. Luźna pogawędka z pracownikiem lokalu o wrażeniach z rozgrywki (pozdrawiam Krzyśka!) okazała się potrzebną chwilą wytchnienia :) Oczywiście, w trakcie całej rozgrywki utrzymany był stały kontakt z obsługą przez obraz i dźwięk oraz krótkofalówki, a przyciski awaryjne otwierające drzwi wyraźnie widoczne i łatwe do znalezienia, ale na szczęście nie zaszła potrzeba ich wykorzystania.
Na koniec najbardziej subiektywnie: jako fanka true-crime i thrillerów totalnie dałam się porwać, zarówno przez nastrój, który dość szybko mi się udzielił (chociaż nie byłam przerażona cały czas i znalazłam czas na śmiech i żarty w trakcie rozwiązywania zagadek), jak i niezwykle dobrze poprowadzoną i fascynującą fabułę, której szczegóły polecam zgłębić po wizycie w pokoju, bo oparta jest na prawdziwej sprawie kryminalnej. Zwolenników takich klimatów szczególnie zachęcam, ale myślę, że nawet graczom z innymi preferencjami Dom Mordercy zdecydowanie przypadnie do gustu.
Za piski i krzyki na stówkę słyszalne zza drzwi nie przepraszam, było super i na pewno wrócę!