rudaweoczy

    rudaweoczy

    Można powiedzieć, że moja prawdziwa przygoda z escape roomami zaczęła się właśnie w tym roku. Razem z narzeczonym złapaliśmy zajawkę na „wychodzenie” z pokoi... [mer]

    0
    0
    Escape room - Rytuał - Historia prawdziwa
    Rytuał - Historia prawdziwa

    Pokonałam swój strach i dzięki temu naprawdę dobrze się bawiłam

    2026-07-08 | datum för besöket: 2026-06-28

    Może od początku. Nie jestem miłośniczką horrorów, więc kiedy Tomek zapytał mnie, czy pójdę z nim do Rytuału, moja pierwsza odpowiedź była bardzo zdecydowana: nie. Nie chciałam iść, nie czułam tego klimatu i byłam przekonana, że to po prostu nie będzie pokój dla mnie.
    Ale po tym, jak wcześniej odważyłam się wejść do Krwawej Rzeźni i okazało się, że jednak potrafię dobrze bawić się nawet w takim klimacie, postanowiłam spróbować też tutaj. I to była bardzo dobra decyzja.
    Ogólnie pokój już od samego początku wzbudził we mnie niepokój. Szczególnie pierwsze minuty mogą trochę zestresować i skutecznie wprowadzić w klimat, ale później zaczęłam się naprawdę świetnie bawić. Okazało się, że wcale nie boję się aż tak bardzo, jak zakładałam, chociaż sam pokój cały czas potrafił utrzymać atmosferę strachu i napięcia.
    Klimat pokoju jest zdecydowanie jednym z jego największych plusów. Od początku czuć, że nie jest to zwykły straszak zrobiony tylko po to, żeby ktoś wyskoczył zza rogu. Tutaj napięcie budowane jest atmosferą, wystrojem, światłem i tym ciągłym uczuciem, że coś może się wydarzyć. Dzięki temu pokój trzyma w niepewności, ale nie odbiera przyjemności z samej gry.
    Przejdźmy jednak do zagadek, bo tutaj naprawdę jest o czym mówić. Były bardzo dobrze osadzone w klimacie pokoju, ciekawe i angażujące. Ich rozwiązania często nie były oczywiste, ale jednocześnie pozostawały logiczne, co jest ogromnym plusem. Dzięki temu nie miałam poczucia przypadkowości, tylko satysfakcję, kiedy udawało się dojść do właściwego rozwiązania.
    Praktycznie wszystko w pokoju działało tak, jak powinno. Tylko jedna z zagadek była dla mnie trochę toporna, ale nie wpłynęło to negatywnie na całą rozgrywkę i nie wybijało z klimatu.
    Bardzo podobało mi się też tempo rozgrywki. Pokój nie stał w miejscu, cały czas coś się działo, a kolejne elementy naturalnie prowadziły nas dalej. Nie było momentu, w którym miałam poczucie, że błądzimy bez sensu albo że historia się urywa. Wszystko było poprowadzone tak, że chciało się iść dalej, nawet jeśli gdzieś z tyłu głowy nadal siedział lekki stres.
    Ogólnie rozwiązanie z dodatkowym źródłem światła było bardzo fajnie przemyślane. To nie był tylko zwykły element ułatwiający poruszanie się po pokoju, ale coś, co samo w sobie stawało się dodatkową zagadką. Bardzo lubię takie pomysły, bo dodają rozgrywce czegoś więcej i sprawiają, że jeszcze mocniej wchodzi się w klimat pokoju.
    Jeśli chodzi o mistrzynię gry, to myślę, że trzeba powiedzieć to jasno: w QUESTrooms nie zatrudniają przypadkowych ludzi. Jak zawsze nie mogę powiedzieć złego słowa. Wprowadzenie było bardzo w porządku, w trakcie gry czuliśmy się zaopiekowani, a po wyjściu z pokoju dostaliśmy odpowiedzi na wszystkie pytania, które mieliśmy.
    Porównując Rytuał do Kopalni Diamentów, uważam, że Kopalnia była po prostu wypadkiem przy pracy. Byliśmy w niej kilka dni przed Rytuałem, a kilka dni po Krwawej Rzeźni i 5 Morderstwach, więc mieliśmy bardzo świeże porównanie. Nawet mistrzom zdarzają się słabsze pokoje i w przypadku QUESTrooms dla mnie właśnie takim pokojem była Kopalnia Diamentów. Na szczęście złe wrażenie po niej zostało bardzo szybko zamiecione pod dywan po Rytuale.
    Czy polecam ten pokój osobom, które boją się horrorów? I tak, i nie. Jeśli ktoś kompletnie nie lubi strasznych klimatów, to wiadomo, że trzeba się nad tym zastanowić. Ale jeśli ktoś ma ochotę przełamać swój strach i spróbować czegoś mocniejszego, to Rytuał może być naprawdę dobrym wyborem. Ja sama jestem najlepszym przykładem, że czasem warto dać się namówić.
    Podsumowując, Rytuał bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Szłam tam z dużą niepewnością, a wyszłam z poczuciem, że dobrze zrobiłam, że się przełamałam. Pokój dał mi dokładnie to, czego oczekuję od takiej rozgrywki: emocje, klimat, ciekawe zagadki i satysfakcję po wyjściu.
    I chyba najbardziej żałuję tego, że ten pokój tak szybko się skończył. W trakcie przechodzenia chciałam więcej i więcej, a kiedy wyszliśmy, zostało mi takie poczucie, że ja bym jeszcze chętnie została w tym klimacie trochę dłużej.
    Wiem jedno: na pewno wrócę do QUESTrooms. Jedyny ból jest taki, że coraz mniej ich pokoi nam zostało.
    Vi flydde rummet i: 37 minuter
    Grupp av 3 spelare, inklusive:

    Sammanfattande betyg: 9/10

    Kundtjänst: 10/10

    Interiör: 10/10

    Svårighetsgrad: Medium

    Escape room - The Final Show
    The Final Show

    To był naprawdę udany finałowy występ.

    2026-07-07 | datum för besöket: 2026-06-27

    Tym razem nasz wybór padł na The Final Show od Zorkoutów. W piekielnie gorącą sobotę, szukając choć odrobiny ochłody, trafiliśmy do escape roomu, gdzie przyjemna klimatyzacja otulała nasze ciała i chłodziła myśli. Gotowi na dobrą zabawę weszliśmy do pokoju i rozpoczęliśmy rozgrywkę.

    Jako że był to nasz pierwszy pokój w tym escape roomie, nie mieliśmy żadnych konkretnych oczekiwań. I może właśnie dlatego tym bardziej miło się zaskoczyliśmy, bo bawiliśmy się naprawdę świetnie.

    Od samego początku mieliśmy wrażenie, że faktycznie wchodzimy do garderoby. Nie było to tylko pomieszczenie z kilkoma dekoracjami pasującymi do tematu, ale przestrzeń, która naprawdę budowała klimat i pozwalała wejść w historię. The Final Show bardzo dobrze wykorzystuje swój motyw i przez cały czas trzyma gracza w tej teatralno-scenicznej atmosferze.

    Zagadki były świetnie rozplanowane, logiczne i bardzo dobrze działały. Nie mieliśmy poczucia przypadkowości ani chaosu. Wszystko prowadziło nas dalej w naturalny sposób, a historia faktycznie przeprowadzała nas przez cały pokój. I to jest coś, czego niestety często brakuje w escape roomach — fabuła nie była tutaj tylko pretekstem na początku gry, ale realnie towarzyszyła nam podczas rozgrywki.

    Często łapałam się na tym, że byłam naprawdę pozytywnie zaskoczona tym, jak daną zagadkę można było zrobić albo rozwiązać. Były momenty, w których rozwiązania nie były oczywiste, ale kiedy już wpadało się na właściwy trop, wszystko miało sens. I właśnie to bardzo lubię w escape roomach — kiedy pokój potrafi zaskoczyć, ale nie frustruje.

    Nie chcę też szukać minusów na siłę, bo nawet jeśli w czasie gry jakieś drobne rzeczy się pojawiły, to kompletnie nie przeszkadzały nam w zabawie. Ogólne wrażenie po wyjściu z pokoju było bardzo dobre. To była płynna, przyjemna i dobrze poprowadzona rozgrywka, która zostawiła po sobie naprawdę pozytywne odczucia.

    Do obsługi również nie mogę się przyczepić. Wszystko przebiegło sprawnie i w przyjemnej atmosferze. A przeuroczy rudy kot, który leży na oknie i daje się głaskać, jest zdecydowanie dużym plusem tego miejsca. Takie szczegóły może nie wpływają bezpośrednio na sam pokój, ale bardzo wpływają na całe doświadczenie wizyty.

    Czy polecam? Zdecydowanie tak. The Final Show okazał się bardzo udanym pierwszym spotkaniem z Zorkoutami. Pokój ma klimat, dobrze działające zagadki, przemyślaną historię i daje po prostu dużo dobrej zabawy. Po tej wizycie na pewno mamy ochotę sprawdzić ich kolejne pokoje.
    Vi flydde rummet i: 50 minuter
    Grupp av 2 spelare, inklusive:

    Sammanfattande betyg: 8/10

    Kundtjänst: 10/10

    Interiör: 10/10

    Svårighetsgrad: Medium

    Escape room - Kopalnia Diamentów
    Kopalnia Diamentów

    Kopalnia z opóźnionym wybuchem.

    2026-07-07 | datum för besöket: 2026-06-23

    Tym razem nasz wybór padł na Kopalnię Diamentów od Questów. Przyzwyczajeni do poziomu, jaki zazwyczaj prezentują ich pokoje, weszliśmy z naprawdę sporymi oczekiwaniami. Niestety tym razem dość szybko zderzyliśmy się ze ścianą.

    Zdecydowanie jest to najsłabszy pokój Questów, w jakim do tej pory byliśmy. Do tej pory ich pokoje kojarzyły nam się z dobrą zabawą, klimatem i przemyślaną rozgrywką, dlatego tutaj rozczarowanie było tym większe. W Kopalni Diamentów zabrakło nam przede wszystkim spójności zagadek. Zamiast płynnej przygody, w której jedno zadanie naturalnie prowadzi do kolejnego, mieliśmy momentami wrażenie, że rozwiązujemy zestaw dość przypadkowych elementów.

    Część zagadek była bardzo prosta, wręcz banalna, ale jednocześnie potrafiła być nielogiczna. I to jest chyba największy problem tego pokoju. Nie chodzi o to, że escape room musi być bardzo trudny, bo prostsze pokoje też potrafią dawać ogromną frajdę. Tutaj jednak prostota nie zawsze szła w parze z czytelnością. Były momenty, w których nie czuliśmy satysfakcji z rozwiązania, tylko raczej lekką irytację, bo coś niby było łatwe, ale sposób dojścia do tego nie wydawał się naturalny.

    Dużym problemem były też mechanizmy i zagadki działające z opóźnieniem. Po grze zostało nam wytłumaczone, dlaczego tak się dzieje, ale szczerze mówiąc, ten argument do mnie nie przemawia. W escape roomie reakcja pokoju powinna być czytelna i możliwie natychmiastowa. Jeśli coś działa z opóźnieniem, gracze zaczynają się zastanawiać, czy zrobili coś źle, czy może pokój po prostu jeszcze nie zareagował. To bardzo wybija z immersji i psuje tempo gry.

    To, co zdecydowanie ratuje Kopalnię Diamentów, to wystrój. Pod tym względem pokój naprawdę daje radę. Faktycznie można poczuć, że wchodzimy do kopalni. Scenografia buduje klimat, jest przyjemna dla oka i wizualnie pokój ma swój urok. Szkoda tylko, że sama rozgrywka nie idzie za tym na podobnym poziomie, bo potencjał był naprawdę duży.

    Mam wrażenie, że ten pokój dużo lepiej sprawdzi się dla rodzin z dziećmi niż dla osób, które mają już za sobą większą liczbę escape roomów i oczekują logicznej, angażującej rozgrywki. Dla dzieci klimat kopalni, prostsze zadania i bardziej przygodowy charakter mogą być dużym plusem. Dla bardziej doświadczonych graczy może to być jednak pokój zbyt chaotyczny i zbyt mało satysfakcjonujący.

    Czy polecam? Tak, ale głównie rodzinom z dziećmi albo grupom, które szukają lekkiego, wizualnie przyjemnego pokoju bez większych oczekiwań względem zagadek. Jeśli jednak ktoś zna inne pokoje Questów i idzie tutaj z nastawieniem na podobny poziom, może się niestety rozczarować. Dla nas była to zdecydowanie najsłabsza przygoda od nich, choć trzeba przyznać, że sam klimat kopalni został zrobiony naprawdę dobrze.
    Vi flydde rummet i: 59 minuter
    Grupp av 2 spelare, inklusive:

    Sammanfattande betyg: 5/10

    Kundtjänst: 10/10

    Interiör: 9/10

    Svårighetsgrad: Medium

    Escape room - Krwawa Rzeźnia
    Krwawa Rzeźnia

    Mrok, napięcie i finał, który daje satysfakcję

    2026-06-30 | datum för besöket: 2026-06-21

    Po bardzo pozytywnych wrażeniach z „5 Morderstw” od Quest Rooms, tego samego dnia zdecydowaliśmy się pójść jeszcze do „Krwawej Rzeźni”. Skoro pierwszy pokój tak dobrze nam siadł, a dodatkowo Mistrz Gry polecał nam właśnie ten tytuł, uznaliśmy, że warto spróbować.

    Nie jestem miłośniczką horrorów, więc nie była to dla mnie najbardziej oczywista decyzja. Tomek zdecydowanie bardziej lubi takie klimaty, dlatego trochę dałam się namówić — i finalnie naprawdę nie żałuję.

    Pierwsze wrażenie po wejściu do pokoju można podsumować bardzo krótko: „dobra, wchodzę… a nie, jednak wychodzę”. Od samego początku czuć było, że to będzie zupełnie inny klimat niż poprzedni pokój. Mocniejszy, cięższy i dużo bardziej niepokojący.

    Już sam początek pokoju bardzo mnie zaskoczył. Z jednej strony wzbudził we mnie trochę strachu, z drugiej ekscytację i ciekawość, co będzie dalej. To fajne uczucie, kiedy pokój od pierwszych minut pokazuje, że nie będzie tylko standardowym zbiorem zagadek, ale próbuje od razu wciągnąć gracza w swój klimat.

    Po „5 Morderstwach” kompletnie nie spodziewałam się, że „Krwawa Rzeźnia” będzie miała aż taką powierzchnię. To było dla mnie bardzo duże, pozytywne zaskoczenie. Pokój okazał się znacznie większy, niż zakładałam, a przez to od razu dawał poczucie, że będzie tu więcej do odkrywania, więcej przestrzeni do działania i więcej momentów, które mogą zaskoczyć.

    Sam pokój jest liniowy, co moim zdaniem dobrze sprawdza się w tego typu klimacie. Rozgrywka prowadzi gracza krok po kroku, ale nie oznacza to, że wszystko jest oczywiste. Jak to my, oczywiście zatrzymaliśmy się na jednej z zagadek, ale po kilku chwilach zastanowienia udało nam się ją rozwiązać. I to był bardzo fajny moment, bo zamiast frustracji pojawiła się satysfakcja i taki dodatkowy power do kolejnych zagadek.

    W pokoju cały czas czułam lekki niepokój i według mnie właśnie o to w nim chodziło. To nie był strach, który paraliżuje i odbiera przyjemność z gry, ale raczej takie napięcie, które sprawia, że człowiek jest bardziej czujny. Cały czas zastanawiałam się, co będzie dalej i czy za chwilę coś nas zaskoczy.

    Zagadki działały bardzo dobrze, a to przy takim pokoju jest ogromnie ważne. Nie było irytacji, że coś jest nie tak, że mechanizm nie zadziałał albo że nie wiadomo, czy problem jest po naszej stronie, czy po stronie pokoju. Wszystko było płynne i dzięki temu można było skupić się na grze, a nie na walce z technikaliami.

    Zakończenie pokoju było bardzo ekscytujące i dokładnie takie, jakiego oczekuję od escape roomów. Lubię, kiedy wiadomo, że to już finał, kiedy czuć, że wszystko zmierza do ostatniego momentu i nagle pojawia się to przyjemne: „wow, udało się!”. A tutaj dodatkowo udało nam się przejść pokój w dobrym czasie, więc satysfakcja była naprawdę duża.

    To jest właśnie ten typ zakończenia, po którym człowiek wychodzi z pokoju nakręcony i ma ochotę od razu iść do kolejnego. Pojawia się takie: więcej, więcej, więcej. I dla mnie to zawsze jest bardzo dobry znak, bo oznacza, że pokój nie tylko dobrze się zaczyna, ale też zostawia po sobie pozytywną energię po wyjściu.

    Obsługa, jak to w Quest Rooms, była na bardzo dobrym poziomie. Czuliśmy się, jak zawsze, super zaopiekowani — od samego początku do końca wizyty. To jest jedna z tych rzeczy, które bardzo doceniam, bo dobra obsługa potrafi naprawdę podbić całe doświadczenie. Po raz kolejny wyszliśmy z poczuciem, że ktoś tam faktycznie dba o graczy, a nie tylko „wpuszcza do pokoju”.

    Nie będę szukać minusów na siłę, bo nie ma to sensu. Jeśli coś działa, klimat się zgadza, zagadki są przyjemne, a po wyjściu człowiek ma ochotę iść do kolejnego pokoju, to znaczy, że escape room zrobił swoją robotę.

    Czy polecam? Tak, ale trzeba mieć na uwadze, że nie jest to pokój dla każdego. Klimat jest specyficzny, mocniejszy i bardziej niepokojący, więc osoby, które kompletnie nie lubią takich tematów, powinny to przemyśleć. Ale jeśli lubicie pokoje z napięciem, mocniejszą atmosferą, dobrze działającymi zagadkami i satysfakcjonującym finałem, to zdecydowanie warto dać „Krwawej Rzeźni” szansę.

    My na pewno do Quest Rooms wrócimy, bo po takich pokojach po prostu chce się sprawdzać, co jeszcze mają do zaoferowania.
    Vi flydde rummet i: 45 minuter
    Grupp av 2 spelare, inklusive:

    Sammanfattande betyg: 9/10

    Kundtjänst: 10/10

    Interiör: 9/10

    Svårighetsgrad: Medium

    Escape room - 5 Morderstw
    5 Morderstw

    Niby mały pokój, a dzieje się naprawdę dużo

    2026-06-30 | datum för besöket: 2026-06-21

    Pokoje w Quest Rooms to jednak klasa sama w sobie i po raz kolejny utwierdziliśmy się w tym przekonaniu. Tym razem nasz wybór padł na „5 Morderstw” i już od początku czuć było, że trafiliśmy na kolejny bardzo solidny tytuł.

    Jest to pokój dedykowany dla dwóch osób i uważam, że to bardzo dobra decyzja twórców. Przestrzeń sama w sobie nie jest duża, ale została wykorzystana naprawdę świetnie. Wszystko zostało dobrze przemyślane, odpowiednio rozmieszczone i urządzone w taki sposób, że ani przez chwilę nie ma poczucia chaosu czy przypadkowości. Wręcz przeciwnie — czuć, że każdy element ma tu swoje miejsce i znaczenie.

    Samo wprowadzenie do pokoju jest bardzo ciekawe i od początku buduje klimat. Dużym plusem jest fakt, że w pomieszczeniu panuje ciemność, ale jednocześnie dostajemy dodatkowe źródło światła, dzięki czemu bardzo łatwo wczuć się w klimat rozgrywki. Ten prosty zabieg działa zaskakująco dobrze — od pierwszych minut czuć, że wchodzimy w historię, a nie po prostu do kolejnego escape roomu.

    Fabuła pokoju jest naprawdę ciekawa i, co najważniejsze, spójna. To duży plus, bo nie mamy tutaj sytuacji, w której historia jest tylko dodatkiem wrzuconym „na siłę” pomiędzy zagadki. Tutaj narracja faktycznie prowadzi gracza przez cały pokój i towarzyszy mu od początku do końca. Dzięki temu rozwiązywanie kolejnych elementów daje satysfakcję nie tylko mechaniczną, ale też fabularną — naprawdę chce się odkrywać, co wydarzyło się dalej.

    Podczas rozgrywki czuć lekki stres i napięcie. Przez cały czas z tyłu głowy pojawia się myśl: „Czy zaraz coś wyskoczy? Czy za chwilę wydarzy się coś niespodziewanego?”. To fajnie buduje atmosferę i sprawia, że człowiek jest bardziej skupiony. Jednocześnie, co dla mnie osobiście było ogromnym plusem, nie czułam presji czasu. I wiem, że to jest bardzo subiektywne odczucie, ale dla mnie ma to duże znaczenie. Ja należę do osób, które gdy zaczynają mocno zerkać na uciekające minuty, potrafią same się niepotrzebnie zestresować, a stres zdecydowanie nie pomaga mi w logicznym myśleniu i rozwiązywaniu zagadek. Tutaj tego problemu nie miałam i dzięki temu mogłam bardziej skupić się na samej rozgrywce.

    Samo rozwiązywanie zaczęliśmy naprawdę mocno. Szło nam jak burza, a Mistrz Gry powiedział później, że na początku lecieliśmy wręcz na rekord. To było bardzo motywujące i tym bardziej cieszyło, że dobrze weszliśmy w flow pokoju. Oczywiście, jak to zwykle bywa, w pewnym momencie zatrzymaliśmy się na jednej z zagadek… ale uczciwie mówiąc — głównie z własnej głupoty. Nie dlatego, że zagadka była źle zaprojektowana czy nieczytelna. Po prostu czasami człowiek sam sobie komplikuje rzeczy, które ma praktycznie przed oczami.

    Pokój kilka razy naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył. Nie spodziewałam się, że na tak małej powierzchni można ukryć aż tyle zagadek i tak dobrze poprowadzić całą rozgrywkę. To chyba jedna z rzeczy, które najbardziej zapadły mi w pamięć — twórcy naprawdę bardzo dobrze wykorzystali dostępną przestrzeń.

    Dużym plusem jest też to, że wszystko działało dosłownie jak w zegarku. A to dla mnie ogromnie ważne. Nie było momentów frustracji, siłowania się z mechanizmami ani zastanawiania, czy coś zrobiliśmy źle, czy po prostu element techniczny nie zadziałał. Niestety w escape roomach wciąż się to zdarza, więc tutaj zdecydowanie należy się pochwała.

    Jeśli chodzi o konstrukcję zagadek, pokój jest według mnie liniowy — oczywiście pod warunkiem, że nie próbujemy rozwiązywać wszystkiego przypadkowo i na siłę przeskakiwać etapów. Dla mnie to duży plus, bo taki układ sprawia, że rozgrywka jest uporządkowana i logiczna. Gracz ma poczucie, że każdy kolejny krok wynika z poprzedniego.

    Pod względem trudności oceniłabym ten pokój jako średni. Zagadki nie są banalne, ale też nie są przesadnie przekombinowane. Trzeba pomyśleć, połączyć fakty i zachować uważność, ale poziom trudności jest dobrze wyważony. Dzięki temu pokój powinien sprawić frajdę zarówno osobom z pewnym doświadczeniem, jak i graczom, którzy nie mają na koncie dziesiątek odwiedzonych pokoi.

    Obsługa w Quest Rooms, jak zwykle, stała na bardzo wysokim poziomie. Nasz Mistrz Gry świetnie nas przywitał i wszystko dokładnie wytłumaczył. Mimo że byliśmy już wcześniej w innych pokojach, nie poszedł na skróty — powiedział nam, jakie rodzaje kłódek możemy spotkać i wyjaśnił, jak działają. Bardzo doceniam takie podejście, bo pokazuje profesjonalizm i to, że każda grupa jest traktowana indywidualnie, a nie „hurtowo”. Po zakończonej rozgrywce odpowiedział też na wszystkie nasze pytania, bez pośpiechu i z zaangażowaniem. I właśnie takie podejście do pracy bardzo szanuję.

    Mam właściwie tylko jeden niedosyt związany z samym zakończeniem. Żałuję, że po ukończeniu pokoju Mistrz Gry tak szybko wszedł do środka. Nie dał nam czasu na podjęcie jednej ważnej decyzji i spokojne domknięcie całego doświadczenia po swojemu. Szkoda, bo przy tak dobrze poprowadzonej fabule taki moment wybrzmiałby jeszcze mocniej i mógłby zostawić jeszcze lepsze końcowe wrażenie.

    Mimo tego „5 Morderstw” uważam za bardzo udany pokój. To świetny przykład na to, że nie potrzeba ogromnej przestrzeni ani dziesiątek efektów specjalnych, żeby stworzyć angażującą, klimatyczną i satysfakcjonującą rozgrywkę. Liczy się pomysł, wykonanie i spójność — a tutaj to wszystko zdecydowanie jest obecne.

    Czy polecamy? Tak — ale nie każdemu. To pokój dość specyficzny, z własnym klimatem i charakterem, który nie każdemu musi przypaść do gustu. Jednak właśnie ta specyfika jest jego siłą. Jeśli lubicie klimaty kryminalne, napięcie, dobrze poprowadzoną fabułę i przemyślane zagadki, zdecydowanie warto dać mu szansę i samemu wyrobić sobie opinię.
    Vi flydde rummet i: 50 minuter
    Grupp av 2 spelare, inklusive:

    Sammanfattande betyg: 9/10

    Kundtjänst: 10/10

    Interiör: 9/10

    Svårighetsgrad: Medium

    Escape room - Kryjówka wiedźmy
    Kryjówka wiedźmy

    Dobry pokój, któremu zabrakło lepszej obsługi i mocniejszego finału

    2026-06-29 | datum för besöket: 2026-06-11

    Przyszedł czas na odwiedzenie kolejnego escape roomu, a więc także na nową opinię. Tym razem wybór padł na „Kryjówkę Wiedźmy” od Enigmat Escape.
    Zacznę od minusów, żeby później przejść do tego, co w pokoju działało dobrze. Największym problemem podczas naszej wizyty była niestety obsługa. Od mistrza gry oczekuję jednak czegoś więcej niż krótkiego: „dzień dobry”, „tu macie pokój”, „płatność gotówką czy kartą?”, „podobało się?” i „do widzenia”. Wizyta w escape roomie to nie szybkie zakupy w Lidlu po bułki. Obsługa jest częścią całego doświadczenia, buduje klimat jeszcze przed wejściem do pokoju i często decyduje o tym, z jakim nastawieniem rozpoczynamy grę oraz z jakimi odczuciami z niej wychodzimy.
    Mam wrażenie, że właściciele powinni bardziej zainteresować się tym, kto reprezentuje ich markę na miejscu, bo nawet dobry pokój może sporo stracić przez obojętne i mechaniczne podejście do gości.
    Na tym zakończę temat obsługi, bo mimo wszystko nie ona jest najważniejsza w całym doświadczeniu. Sam pokój zaskoczył mnie pozytywnie. Widać, że nie jest to najnowsza realizacja, a dodatkowo dowiedzieliśmy się, że został kupiony i przeniesiony z innego miejsca. Tym bardziej przydałoby mu się lekkie odświeżenie, zarówno pod względem wizualnym, jak i technicznym. Niektóre elementy wyraźnie mają już swoje lata, jednak nie przeszkadzało nam to mocno podczas samej rozgrywki.
    Na początku zostaliśmy zamknięci w niewielkim pomieszczeniu, z którego musieliśmy się wydostać. Po jego opuszczeniu otworzyła się przed nami znacznie większa przestrzeń, wypełniona sporą liczbą zagadek. Ten moment był naprawdę przyjemny, ponieważ początkowo nic nie zapowiadało, jak dużo będzie jeszcze do odkrycia.
    W pokoju znalazły się zarówno klasyczne zagadki logiczne, jak i zadania manualne, dzięki czemu rozgrywka nie była monotonna. Zagadek było dużo, a ich różnorodność sprawiała, że każdy członek zespołu mógł znaleźć coś dla siebie. Większość mechanizmów działała dobrze, nie mieliśmy większych problemów technicznych, a kolejne etapy przechodziliśmy płynnie. Nie jest to pokój opierający się na nowoczesnych efektach czy ogromnym rozmachu, ale broni się liczbą zadań i satysfakcją z ich rozwiązywania.
    Klimat pasował do tematyki kryjówki wiedźmy, chociaż miejscami przydałoby się mocniejsze dopracowanie scenografii i większa liczba elementów budujących historię. Pokój ma dobry fundament i kilka naprawdę ciekawych pomysłów, dlatego po odpowiednim odświeżeniu mógłby robić jeszcze lepsze wrażenie. Poziom trudności określiłabym jako średni. Powinny dobrze odnaleźć się tutaj zarówno osoby z pewnym doświadczeniem, jak i gracze, którzy nie mają jeszcze za sobą dziesiątek pokoi.
    Najbardziej zabrakło mi jednak wyraźnego zakończenia. Ostatnia zagadka powinna prowadzić do momentu, który jasno pokazuje, że udało się ukończyć misję i daje zespołowi chwilę radości oraz poczucie zwycięstwa. Tutaj finał nastąpił dość nagle i bez większego efektu „wow”. Właściwie nie było tej charakterystycznej satysfakcji z przejścia pokoju, kiedy otwierają się ostatnie drzwi, uruchamia się specjalny mechanizm albo pojawia się mocny element domykający historię. A szkoda, bo bardziej widowiskowy finał mógłby znacząco poprawić końcowe wrażenie.
    Ogólnie pokój oceniam dobrze i naprawdę dobrze się w nim bawiłam. Niestety po zakończeniu gry ponownie pojawił się pan z obsługi i cały pozytywny efekt został trochę zepsuty. Zamiast rozmowy o pokoju, zagadkach czy naszych wrażeniach, wszystko zakończyło się bardzo chłodno i bez większego zainteresowania. Szkoda, bo sam pokój pozostawił po sobie znacznie lepsze wrażenie niż cała otoczka wizyty.
    Mimo bardzo słabego wrażenia pozostawionego przez obsługę nie skreślamy tego miejsca całkowicie. Lubimy przechodzić wszystkie pokoje dostępne w danym escape roomie, dlatego najprawdopodobniej wrócimy również do pozostałych scenariuszy Enigmat Escape. Mam jednak nadzieję, że przy kolejnej wizycie trafimy na osobę, która lepiej wprowadzi graczy w klimat, zainteresuje się ich doświadczeniem i sprawi, że cała wizyta będzie spójna od początku do końca.
    Szkoda, żeby dobrze zaprojektowany pokój i naprawdę przyjemna rozgrywka traciły przez obsługę oraz zakończenie, które nie daje graczom odpowiedniego poczucia zwycięstwa. Są to elementy możliwe do poprawienia, a po ich dopracowaniu całe doświadczenie mogłoby zostać zapamiętane znacznie lepiej.
    Vi flydde rummet i: 72 minuter
    Grupp av 2 spelare, inklusive:

    Sammanfattande betyg: 8/10

    Kundtjänst: 3/10

    Interiör: 9/10

    Svårighetsgrad: Medium

    Escape room - Tajemnica 61. Kilometra
    Tajemnica 61. Kilometra

    Pociąg, którego lepiej nie szukać

    2026-06-29 | datum för besöket: 2026-06-28

    Po „The Final Show” oczekiwałam fajnej zabawy, dobrego klimatu i kolejnego porządnego pokoju. Zamiast tego dostałam pociąg, który podobno znajduje się gdzieś w kopalni, ale którego zdecydowanie lepiej nie szukać.
    Zacznijmy jednak od początku.
    Dostaliśmy wiadomość, że możemy przyjechać wcześniej, ponieważ pokój jest już przygotowany i czeka na nas. W dobrych humorach ruszyliśmy więc do escape roomu. Pierwsze nieprzyjemne wrażenie pojawiło się już przed rozpoczęciem gry, ponieważ dwie grupy były wprowadzane jednocześnie.
    My należymy do osób, które lubią zadawać pytania i chwilę porozmawiać przed rozpoczęciem rozgrywki. Obecność drugiej grupy może być w takiej sytuacji zwyczajnie krępująca, a dodatkowo istnieje ryzyko, że przypadkiem usłyszy się informacje dotyczące pokoju, w którym jeszcze się nie było.
    Samo wprowadzenie do pokoju było chyba jedynym mocnym punktem całej wizyty. Później wszystko zaczęło się sypać.
    Niezamknięte zagadki, nieprawidłowe kody i elementy, które nie działały tak, jak powinny. Przepraszam, ale jeżeli dostajemy wiadomość, że możemy przyjechać wcześniej, bo pokój jest już gotowy, to zakładamy, że został przygotowany i sprawdzony w stu procentach.
    Nie przekonuje mnie tłumaczenie, że pokój przygotowywał pracownik, który dopiero wrócił z urlopu i mógł być rozkojarzony. Jako gracze nie powinniśmy ponosić konsekwencji tego, kto przygotowywał pokój i w jakiej był formie. Płacimy za pełne doświadczenie, sprawne zagadki i prawidłowo przygotowaną rozgrywkę.
    Jeżeli w trakcie gry mistrz gry musi wejść do pokoju tylko po to, żeby ręcznie otworzyć zagadkę, ponieważ żadna podpowiedź nie pomaga, a nawet podany przez obsługę kod nie działa, to naprawdę trudno uznać, że wszystko jest w porządku.
    W tym momencie cała przyjemność z gry po prostu zniknęła. Zamiast satysfakcji z rozwiązywania kolejnych zagadek została frustracja, niechęć i zwykłe rozgoryczenie.
    Pierwszą formą rekompensaty było doliczenie nam 10 minut do czasu rozgrywki. Łaskawcy. Tymczasem to my straciliśmy czas, wielokrotnie wpisując poprawne rozwiązanie, które nie działało wyłącznie dlatego, że pracownik wcześniej się pomylił.
    Rozumiem, że każdemu może zdarzyć się błąd. Nie myli się tylko ten, kto nic nie robi. Jednak w miejscu, w którym cała rozgrywka opiera się na poprawnym przygotowaniu zagadek, kodów i mechanizmów, takie rzeczy powinny być dokładnie sprawdzane, najlepiej nawet kilka razy przed wpuszczeniem grupy.
    Summa summarum dokończyliśmy rozgrywkę, ale już bez żadnego zapału. Chcieliśmy po prostu jak najszybciej skończyć ten pokój, bo zwyczajnie nie mieliśmy ochoty dłużej w nim być.
    Po zakończeniu gry przyszła do nas kolejna mistrzyni gry. Nie była to ani osoba, która wprowadzała nas do pokoju, ani ta, która weszła do niego podczas rozgrywki. To wzbudziło w nas kolejne mieszane uczucia, bo właściwie nie wiedzieliśmy już, kto przez cały ten czas obserwował naszą grę i kto miał nam realnie pomagać w razie problemów.
    Tym bardziej że w trakcie rozgrywki mistrz gry nie wiedział nawet, nad którą zagadką aktualnie pracujemy, przez co nie był w stanie udzielić nam poprawnej podpowiedzi. W escape roomie wsparcie mistrza gry powinno być dyskretne, ale jednocześnie uważne i dopasowane do sytuacji. Tutaj zabrakło zarówno orientacji w przebiegu gry, jak i poczucia, że ktoś rzeczywiście nad nią czuwa.
    Nie przekonują nas również tłumaczenia w stylu: „to jest zepsute, żeby było trudniej” albo „tego nie wyjaśniamy, żeby podnieść poziom trudności”. Jeżeli pokój jest zbyt łatwy, można skrócić czas rozgrywki, zmienić konstrukcję zagadek albo dodać kolejne etapy. Nie można jednak przedstawiać usterek i braków jako celowego elementu gry.
    Takie argumenty brzmią po prostu niepoważnie. To trochę jak tłumaczenie pięcioletniego dziecka, które zepsuło samochodzik i próbuje przekonać wszystkich, że właśnie tak miało być. W escape roomie trudność powinna wynikać z pomysłowości zagadek, a nie z niedziałających elementów i chaosu organizacyjnego.
    Najbardziej rozczarowujące jest to, że trudno nam nawet uczciwie ocenić sam pokój. Być może przy prawidłowym przygotowaniu, sprawnych mechanizmach i uważnym prowadzeniu rozgrywki miałby on potencjał. My jednak nie dostaliśmy szansy, żeby tego doświadczyć.
    Zamiast skupić się na fabule, klimacie i zagadkach, przez dużą część gry zastanawialiśmy się, czy problem leży po naszej stronie, czy kolejny element po prostu nie działa. W escape roomie gracz powinien móc zaufać, że jeśli rozwiązanie jest poprawne, mechanizm zadziała. Tutaj tego zaufania bardzo szybko zabrakło.
    Na zakończenie zaproponowano nam zwrot 20 złotych. Przy skali problemów, liczbie niedziałających elementów i całkowicie zepsutej rozgrywce taka propozycja była wręcz komiczna. Trudno potraktować ją jako realną rekompensatę za pokój, którego z powodu błędów obsługi nie mogliśmy normalnie przejść ani uczciwie ocenić.
    Nie chcieliśmy już dyskutować z obsługą i tłumaczyć, że jest to niepoważna propozycja. Nie znamy zasad obowiązujących w tym escape roomie ani tego, jak w takich sytuacjach rozpatrywane są reklamacje. Wiemy jednak jedno: po takim doświadczeniu nie jesteśmy w stanie polecić tego pokoju.
    Być może inni gracze trafią na lepiej przygotowaną rozgrywkę. My jednak wyszliśmy z poczuciem straconego czasu, pieniędzy i całej radości z gry.
    Pociąg podobno istnieje, ale naszym zdaniem naprawdę lepiej go nie szukać.
    Vi flydde rummet i: 55 minuter
    Grupp av 2 spelare, inklusive:

    Sammanfattande betyg: 3/10

    Kundtjänst: 5/10

    Interiör: 3/10

    Svårighetsgrad: Medium

    Escape room - Schron 2.0
    Schron 2.0

    Schowaj się.

    2026-06-22 | datum för besöket: 2026-06-09

    Kolejny, i już przedostatni, pokój w Podziemnej Pułapce. Powinnam się cieszyć czy nie? Sama nie wiem. Chyba zaczęłam mieć już trochę dość pokoi, w których ciągle coś jest nie tak.

    Tym razem padło na Schron 2.0.

    Nie ukrywam, że od tego pokoju oczekiwałam czegoś więcej. Dlaczego? Bo praktycznie każdy mistrz gry w tym ER powtarzał, że to jeden z ich najlepszych pokoi i bardzo go polecał.

    Pierwsze, na co trafiliśmy, to mistrzyni gry, która chyba dopiero się uczyła albo zaczynała swoją przygodę z prowadzeniem pokoi. Nie wiem i nie mi to oceniać, ale tutaj minus kieruję raczej w stronę szefostwa. Czasem naprawdę warto dobrze przeszkolić obsługę, żeby wiedziała, co i jak.

    I znowu, ja rozumiem, że to nie był mój pierwszy pokój. Umiem obsługiwać kłódki, wiem mniej więcej, jak działają escape roomy i nie potrzebuję tłumaczenia absolutnych podstaw od zera. Ale tekst w stylu: „o, już byliście, to się znacie” i pomijanie wprowadzenia? No nie.

    Wprowadzenie jest częścią doświadczenia. Nawet jeśli ktoś ma za sobą wiele pokoi, nadal warto powiedzieć, jak działa konkretny scenariusz, na co zwrócić uwagę, czego nie ruszać i jak wygląda komunikacja z mistrzem gry. To nie jest zbędny dodatek, tylko element, który pomaga dobrze wejść w grę.

    Jeśli chodzi o zagadki, to tutaj pokój się broni. W Podziemnej Pułapce zazwyczaj są one fajnie pomyślane i widać, że ktoś próbuje wpisać je w klimat konkretnego scenariusza. W Schronie 2.0 też było to odczuwalne.

    I chyba właśnie taka jest cała Podziemna Pułapka. Oni się starają, starają i starają. Widać pomysł, widać chęci, widać próby budowania klimatu. A czy te starania zawsze wychodzą? Myślę, że tutaj opinie mogą być mocno podzielone.

    Jeśli chodzi o wystrój, to tutaj mam trochę mieszane odczucia. Teoretycznie jesteśmy w schronie, a sama Podziemna Pułapka znajduje się w piwnicy, która już sama w sobie ma klimat i robi część roboty. Można więc powiedzieć, że baza pod ten pokój była naprawdę dobra.

    Tym bardziej szkoda, że według mnie nie wykorzystano w pełni tego potencjału. Miejsce daje ogromne możliwości, bo taki klimat można było jeszcze mocniej podkręcić detalami, dźwiękiem, światłem czy elementami scenografii. A ja momentami miałam poczucie, że skoro przestrzeń już trochę „robi klimat”, to na tym się zatrzymano.

    Ale żeby nie było, że tylko narzekam, w tym pokoju naprawdę dobrze się bawiłam. Większość zagadek działała tak, jak powinna, gra szła dość płynnie, a sam pokój nie jest drogi, więc mimo moich zastrzeżeń nie mogę powiedzieć, że był to zły wybór.

    To jest właśnie ten typ pokoju, przy którym z jednej strony widzę sporo rzeczy do poprawy, ale z drugiej nie wyszłam z niego zirytowana. Bardziej z poczuciem: „kurczę, mogło być naprawdę świetnie, gdyby kilka elementów było lepiej dopracowanych”. Potencjał jest, pomysł też jest, klimat również da się poczuć, tylko całość potrzebowałaby trochę więcej uwagi i odświeżenia.

    Czy polecam Schron 2.0? Myślę, że tak, ale raczej osobom, które nie nastawiają się na efekt „wow” i potrafią przymknąć oko na niedociągnięcia. To nie jest zły pokój, tylko pokój z niewykorzystanym potencjałem. Dla mnie był poprawny, momentami naprawdę przyjemny, ale po tylu poleceniach ze strony obsługi spodziewałam się czegoś mocniejszego.
    Vi flydde rummet i: 59 minuter
    Grupp av 2 spelare, inklusive:

    Sammanfattande betyg: 7/10

    Kundtjänst: 4/10

    Interiör: 9/10

    Svårighetsgrad: Medium

    Escape room - Licho
    Licho

    Dzień dobry babciu.

    2026-06-22 | datum för besöket: 2026-05-29

    Przyszła pora na kolejny pokój Podziemnej Pułapki. Tym razem wybór padł na LICHO.

    Nigdy nie czytam opinii innych użytkowników przed wizytą w ER. Wolę samodzielnie wyrobić sobie zdanie już podczas gry, bez sugerowania się ocenami innych.

    Po bardzo słabym Hadesie, fajnym Occie i poprawnej Wróżbitce nie do końca wiedziałam, czego spodziewać się po kolejnym pokoju Podziemnej Pułapki. Tym razem jednak zostałam naprawdę pozytywnie zaskoczona.

    Pierwsze, co mi się spodobało, to sam początek gry. Mistrzyni gry spokojnie i jasno wszystko wyjaśniła, dzięki czemu od razu można było dobrze wejść w klimat pokoju.

    Same zagadki jak na Podziemną Pułapkę wydały mi się dość łatwe, ale absolutnie nie odbieram tego jako minus. Były logiczne, sensownie poprowadzone i przede wszystkim bardzo dobrze wpisane w klimat pokoju. Wszystko miało tutaj swoje miejsce i nic nie sprawiało wrażenia przypadkowego.

    Moim zdaniem jest to zdecydowanie najłatwiejszy pokój w całej Podziemnej Pułapce, więc może być dobrym wyborem dla mniej doświadczonych graczy albo osób, które po prostu wolą bardziej płynną rozgrywkę bez długiego zacinania się na zagadkach.

    Sam pokój jest całkiem duży i naprawdę fajnie rozplanowany. Podobało mi się, że niektóre przejścia potrafiły zaskoczyć i dodawały rozgrywce dodatkowego smaczku.

    Gdybym miała wskazać coś do poprawy, to powiedziałabym, że pokojowi przydałoby się lekkie odświeżenie. W trakcie gry jedna z zagadek niestety nie zadziałała tak, jak powinna, ale tutaj ogromny plus dla mistrzyni gry, która świetnie poradziła sobie z sytuacją i bardzo sprawnie wybrnęła z problemu, nie psując nam zabawy.

    Podsumowując – LICHO to przyjemny, klimatyczny i dobrze zaprojektowany pokój, który mimo swojej prostoty potrafi pozytywnie zaskoczyć.
    Vi flydde rummet i: 55 minuter
    Grupp av 2 spelare, inklusive:

    Sammanfattande betyg: 8/10

    Kundtjänst: 9/10

    Interiör: 9/10

    Svårighetsgrad: Enkelt

    Escape room - Wróżbitka
    Wróżbitka

    tam gdzie diabeł mówi dzień dobry.

    2026-05-25 | datum för besöket: 2026-05-23

    Po Occie i Hadesie przyszedł czas na magię. W sumie do Wróżbitki trafiliśmy całkiem spontanicznie. Od początku planowaliśmy zrobić wszystkie pokoje w Podziemnej Pułapce, ale nie wiedzieliśmy jeszcze w jakiej kolejności i w jakim tempie będziemy je odwiedzać. Pewnego sobotniego wieczoru uznaliśmy jednak, że czas dodać trochę magii do naszego życia i wybraliśmy się do Wróżbitki. I szczerze? Kompletnie tego nie żałujemy.

    Na uwadze trzeba mieć też to, że nigdy nie czytam opinii o pokojach przed wizytą. Nie chcę wyrabiać sobie zdania na podstawie opinii innych osób ani sugerować się cudzym odbiorem. Dlatego idąc do Wróżbitki, kompletnie nie wiedziałam, czego dokładnie się spodziewać — i myślę, że dzięki temu jeszcze łatwiej było mi wejść w klimat tego pokoju.

    Wystrój pokoju oceniam dobrze, chociaż niektórym elementom przydałoby się już lekkie odświeżenie. Nie są to jakieś ogromne rzeczy wymagające wielkiego remontu — raczej drobne poprawki, które niewielkim kosztem mogłyby jeszcze bardziej cieszyć oko i podbić odbiór całego pokoju.

    W pokoju wyraźnie starano się utrzymać klimat magii i wróżbiarstwa. Widać to zarówno po wystroju, jak i po samych zagadkach, które również zostały stworzone w tym klimacie, co zdecydowanie zasługuje na plus. Niestety miałam wrażenie, że czegoś tutaj zabrakło. Takiej osoby, która spojrzałaby na ten pokój z boku i dopracowała go w najmniejszych detalach. Przez to momentami czuć było niewykorzystany potencjał i finalnie trochę obniża to mój odbiór całego pokoju.

    Jednak warto pamiętać, że ten pokój kosztuje mniej niż 200 zł i to zdecydowanie działa na jego korzyść. Uważam też, że sama historia jest naprawdę ciekawa i ma potencjał, ale ponownie zabrakło mi takiej przysłowiowej „kropki nad i”, mocniejszego domknięcia całej opowieści.

    Mimo tego odkrywanie kolejnych zagadek dawało satysfakcję i sprawiało frajdę. Sam sposób udzielania podpowiedzi jest świetny i idealnie dopasowany do klimatu pokoju, co bardzo mi się spodobało. Zabrakło mi jednak jakiegoś wyraźniejszego sygnału informującego o tym, że podpowiedź właśnie się pojawiła — mógłby to być np. dźwięk, zmiana światła albo jakiś inny efekt. Rozwiązań na to jest naprawdę sporo, a taki drobiazg jeszcze bardziej poprawiłby komfort gry.

    Brakuje również informacji, aby przed rozpoczęciem gry zgłaszać np. anemię lub problemy z tarczycą, ponieważ przy jednej z zagadek jest to jednak dość istotne. Myślę, że warto byłoby wspomnieć o tym wcześniej — nawet krótką informacją przed wejściem do pokoju — żeby uniknąć niepotrzebnego dyskomfortu podczas rozgrywki.

    Mimo kilku rzeczy, które według mnie można jeszcze poprawić, Wróżbitka nadal pozostaje pokojem, który wspominam pozytywnie. Widać, że został stworzony z pomysłem i klimatem, a przy odrobinie dopracowania naprawdę może wskoczyć poziom wyżej. To nadal bardzo przyjemna przygoda i dobry wybór dla osób, które chcą na chwilę wejść do świata magii, tajemnic i wróżb.
    Vi flydde rummet i: 69 minuter
    Grupp av 2 spelare, inklusive:

    Sammanfattande betyg: 8/10

    Kundtjänst: 10/10

    Interiör: 8/10

    Svårighetsgrad: Medium

    Sida 1

    Visa nästa

    Hej, vår webbplats använder cookies för att alla funktioner ska fungera korrekt.

    Utöver dessa nödvändiga cookies använder vi även cookies från tredje part för att kunna använda tredje parts analys-, sociala medie- och marknadsföringsverktyg. Detta innebär att de uppgifter som samlas in genom dem också behandlas av leverantörerna av dessa verktyg.

    Godkänner du att vi använder andra cookies än de som är nödvändiga för driften av webbplatsen enligt vår sekretesspolicy?

    Inställningar för cookies

    Här kan du ändra de detaljerade inställningarna för de cookies som används på vår webbplats. Om du godkänner cookies av en viss typ innebär det att du godkänner att de uppgifter som samlas in av dem kommer att användas av administratören av den här webbplatsen och av leverantören av det specifika verktyg som vi använder - enligt beskrivningen i vår sekretesspolicy.

    Denna typ av filer är nödvändiga för att vår webbplats ska fungera korrekt. De används bland annat för funktioner som att webbläsaren kommer ihåg det land som användaren har valt, produkter i kundvagnen eller webbplatsens färgtema.

    Dessa filer gör det möjligt för oss att förstå hur användarna navigerar på vår webbplats. Ett sådant verktyg är Google Analytics, som gör det möjligt för oss att samla in anonym information om antalet besök, användningen av specifika funktioner eller typen av användarens enheter. Tack vare dem kan vi anpassa webbplatsen till olika användares behov och möjligheter.

    Verktyg från Google, TikTok, Facebook och Seznam.cz som samlar in information om användare som vi kan använda för marknadsföringsändamål.

    Detta språk är för närvarande på försöksstadiet. Delar av webbplatsen kan vara felaktigt översatta.