
Pociąg, którego lepiej nie szukać
29.06.2026 | data wizyty: 28.06.2026
Zacznijmy jednak od początku.
Dostaliśmy wiadomość, że możemy przyjechać wcześniej, ponieważ pokój jest już przygotowany i czeka na nas. W dobrych humorach ruszyliśmy więc do escape roomu. Pierwsze nieprzyjemne wrażenie pojawiło się już przed rozpoczęciem gry, ponieważ dwie grupy były wprowadzane jednocześnie.
My należymy do osób, które lubią zadawać pytania i chwilę porozmawiać przed rozpoczęciem rozgrywki. Obecność drugiej grupy może być w takiej sytuacji zwyczajnie krępująca, a dodatkowo istnieje ryzyko, że przypadkiem usłyszy się informacje dotyczące pokoju, w którym jeszcze się nie było.
Samo wprowadzenie do pokoju było chyba jedynym mocnym punktem całej wizyty. Później wszystko zaczęło się sypać.
Niezamknięte zagadki, nieprawidłowe kody i elementy, które nie działały tak, jak powinny. Przepraszam, ale jeżeli dostajemy wiadomość, że możemy przyjechać wcześniej, bo pokój jest już gotowy, to zakładamy, że został przygotowany i sprawdzony w stu procentach.
Nie przekonuje mnie tłumaczenie, że pokój przygotowywał pracownik, który dopiero wrócił z urlopu i mógł być rozkojarzony. Jako gracze nie powinniśmy ponosić konsekwencji tego, kto przygotowywał pokój i w jakiej był formie. Płacimy za pełne doświadczenie, sprawne zagadki i prawidłowo przygotowaną rozgrywkę.
Jeżeli w trakcie gry mistrz gry musi wejść do pokoju tylko po to, żeby ręcznie otworzyć zagadkę, ponieważ żadna podpowiedź nie pomaga, a nawet podany przez obsługę kod nie działa, to naprawdę trudno uznać, że wszystko jest w porządku.
W tym momencie cała przyjemność z gry po prostu zniknęła. Zamiast satysfakcji z rozwiązywania kolejnych zagadek została frustracja, niechęć i zwykłe rozgoryczenie.
Pierwszą formą rekompensaty było doliczenie nam 10 minut do czasu rozgrywki. Łaskawcy. Tymczasem to my straciliśmy czas, wielokrotnie wpisując poprawne rozwiązanie, które nie działało wyłącznie dlatego, że pracownik wcześniej się pomylił.
Rozumiem, że każdemu może zdarzyć się błąd. Nie myli się tylko ten, kto nic nie robi. Jednak w miejscu, w którym cała rozgrywka opiera się na poprawnym przygotowaniu zagadek, kodów i mechanizmów, takie rzeczy powinny być dokładnie sprawdzane, najlepiej nawet kilka razy przed wpuszczeniem grupy.
Summa summarum dokończyliśmy rozgrywkę, ale już bez żadnego zapału. Chcieliśmy po prostu jak najszybciej skończyć ten pokój, bo zwyczajnie nie mieliśmy ochoty dłużej w nim być.
Po zakończeniu gry przyszła do nas kolejna mistrzyni gry. Nie była to ani osoba, która wprowadzała nas do pokoju, ani ta, która weszła do niego podczas rozgrywki. To wzbudziło w nas kolejne mieszane uczucia, bo właściwie nie wiedzieliśmy już, kto przez cały ten czas obserwował naszą grę i kto miał nam realnie pomagać w razie problemów.
Tym bardziej że w trakcie rozgrywki mistrz gry nie wiedział nawet, nad którą zagadką aktualnie pracujemy, przez co nie był w stanie udzielić nam poprawnej podpowiedzi. W escape roomie wsparcie mistrza gry powinno być dyskretne, ale jednocześnie uważne i dopasowane do sytuacji. Tutaj zabrakło zarówno orientacji w przebiegu gry, jak i poczucia, że ktoś rzeczywiście nad nią czuwa.
Nie przekonują nas również tłumaczenia w stylu: „to jest zepsute, żeby było trudniej” albo „tego nie wyjaśniamy, żeby podnieść poziom trudności”. Jeżeli pokój jest zbyt łatwy, można skrócić czas rozgrywki, zmienić konstrukcję zagadek albo dodać kolejne etapy. Nie można jednak przedstawiać usterek i braków jako celowego elementu gry.
Takie argumenty brzmią po prostu niepoważnie. To trochę jak tłumaczenie pięcioletniego dziecka, które zepsuło samochodzik i próbuje przekonać wszystkich, że właśnie tak miało być. W escape roomie trudność powinna wynikać z pomysłowości zagadek, a nie z niedziałających elementów i chaosu organizacyjnego.
Najbardziej rozczarowujące jest to, że trudno nam nawet uczciwie ocenić sam pokój. Być może przy prawidłowym przygotowaniu, sprawnych mechanizmach i uważnym prowadzeniu rozgrywki miałby on potencjał. My jednak nie dostaliśmy szansy, żeby tego doświadczyć.
Zamiast skupić się na fabule, klimacie i zagadkach, przez dużą część gry zastanawialiśmy się, czy problem leży po naszej stronie, czy kolejny element po prostu nie działa. W escape roomie gracz powinien móc zaufać, że jeśli rozwiązanie jest poprawne, mechanizm zadziała. Tutaj tego zaufania bardzo szybko zabrakło.
Na zakończenie zaproponowano nam zwrot 20 złotych. Przy skali problemów, liczbie niedziałających elementów i całkowicie zepsutej rozgrywce taka propozycja była wręcz komiczna. Trudno potraktować ją jako realną rekompensatę za pokój, którego z powodu błędów obsługi nie mogliśmy normalnie przejść ani uczciwie ocenić.
Nie chcieliśmy już dyskutować z obsługą i tłumaczyć, że jest to niepoważna propozycja. Nie znamy zasad obowiązujących w tym escape roomie ani tego, jak w takich sytuacjach rozpatrywane są reklamacje. Wiemy jednak jedno: po takim doświadczeniu nie jesteśmy w stanie polecić tego pokoju.
Być może inni gracze trafią na lepiej przygotowaną rozgrywkę. My jednak wyszliśmy z poczuciem straconego czasu, pieniędzy i całej radości z gry.
Pociąg podobno istnieje, ale naszym zdaniem naprawdę lepiej go nie szukać.
Ocena ogólna: 3/10
Obsługa: 5/10
Klimat: 3/10
Poziom trudności: Średni

