Są escape roomy, które przenoszą Cię w inny świat. I są takie, które przenoszą Cię w inny świat – i każą Ci tam pracować. Nobel’s Dynamite Factory należy do tych drugich.
Jest wiosenny poranek 1895 roku. Jesteście nowymi asystentami laboratoryjnymi w fabryce dynamitu Nobla w Vinterviken. Majster wita Was przy wejściu, wręcza fartuchy, nakłada okulary ochronne i bardzo poważnym głosem tłumaczy zasady bezpieczeństwa. Gazety trochę za często pisały ostatnio o wypadkach w tej fabryce… ale ciekawość jest silniejsza niż rozsądek. Wchodzicie.
To, co następuje, to godzina czystej, angażującej zabawy. Zagadki są logiczne, pomysłowe i świetnie osadzone w realiach epoki. Jednym z zadań jest właśnie wytworzenie nitrogliceryny – tej samej substancji wybuchowej, z którą Alfred i jego ojciec zaczęli eksperymentować w Heleneborg, zanim katastrofalny wybuch w 1864 roku zabił jego młodszego brata Emila. Właśnie ta historia stoi za każdym zadaniem w pokoju – i choć brzmi to groźniej niż jest, to jeden z tych momentów, kiedy cała drużyna zamiera, patrzy po sobie i zaczyna działać z nowym skupieniem.
Każde zadanie ma sens, każde jest częścią większej, spójnej historii. Twórcy pokoju włożyli w to miejsce pasję zarówno do łamigłówek, jak i do historii – i widać to w każdym detalu: od wystroju laboratorium, przez rekwizyty z epoki, aż po opowieść o tym niezwykłym człowieku, który miał ponad tysiąc patentów i bibliotekę z tysiącem książek, a całe życie spędził w drodze, pisząc listy w pięciu językach.
Pokój sprawdza się znakomicie dla rodzin i grup w różnym wieku – każdy może znaleźć swoją rolę, każdy czuje się potrzebny. A serdeczna, rodzinna atmosfera tworzona przez Mistrzów Gry sprawia, że nawet chwile zwątpienia kończą się śmiechem, nie frustracją. Są tu wtedy, kiedy ich potrzebujesz.
Wychodząc, myśleliśmy o Noblu inaczej. Nie jako o nazwie nagrody – ale o człowieku, który zmienił świat, bojąc się tego, co stworzył
Są miejsca, do których się wchodzi jako turysta, a wychodzi jako świadek historii. Stockholm Bloodbath w Historical Escapes jest właśnie takim miejscem.
Scenariusz osadzony jest w jednym z najbardziej mrocznych wydarzeń w dziejach Szwecji – Rzezi Sztokholmskiej z listopada 1520 roku. Christian II, król Danii, zwołał szlachtę na ucztę pod pozorem pojednania. Trzy Korony zamknięto. Goście zostali uwięzieni. Tego, co nastąpiło później, historia nie zapomniała: egzekucje trwały dwa dni, głowy toczyły się po ulicach Gamla Stan, krew mieszała się z listopadowym deszczem na brukach Stortorget.
Twórcy pokoju odrobili pracę domową znakomicie. Każda zagadka jest zakorzeniona w prawdziwych wydarzeniach – pojawiają się postacie historyczne: sprytny Biskup Brask, który ocalił się ukrywając protest w swojej pieczęci, podstępny Gustav Trolle, czy wreszcie sam Christian Tyran. Historia nie jest tu tłem – jest grą.
Wystrój jest piękny i dopracowany w każdym szczególe – ciemne światło, klimat XVI-wiecznego zamku, rekwizyty osadzone w epoce. Nie ma tu nic przypadkowego. Zagadki są logiczne, zaskakujące i świetnie powiązane z fabułą – nawet osoby, które mają za sobą dziesiątki escape roomów, przyznawały, że to jedno z najlepszych doświadczeń w życiu.
Pokój ma w sobie coś rzadkiego – rodzinną, serdeczną atmosferę, która sprawia, że dobrze bawią się zarówno dzieci, młodzież, jak i dorośli. Emocje buduje historia, nie strach – i to jest piękne. A tę atmosferę tworzą przede wszystkim Mistrzowie Gry – ciepłi, zaangażowani, znakomicie przygotowani merytorycznie. Od pierwszej chwili sprawiali, że czuliśmy się jak w dobrych rękach. Podpowiedzi pojawiały się dokładnie wtedy, kiedy były potrzebne – ani za wcześnie, ani za późno. To właśnie dzięki nim cała rodzina czuła się częścią jednej drużyny.
Po wyjściu z pokoju zabralłem się za czytanie o historii Szwecji. I chyba na tym polega prawdziwa magia tego miejsca.