Umiejętne węszenie po domu mordercy mogę teraz dopisać sobie do CV.
14.08.19
|
Besuchsdatum: 14.08.19
Mijają kolejne minuty w recepcji, ale wreszcie nadszedł ten upragniony moment. Wszystkie zasady omówione z Mistrzem Gry (pozdrawiam przemiłą Panią Nikolę! :D) i ruszam do pokoju - we dwójkę, bo i dziewczynę udało się namówić. Krótkie wprowadzenie przed wejściem i trochę zawód, gdy postawiliśmy w środku pierwsze kroki. Nieudolnie pytam przez krótkofalówkę czy już możemy brać się do roboty z przechodzeniem. A kiedy głos odpowiada, że jak najbardziej to ciężko było mi rozpocząć. Widzicie, to był mój trzeci wypad do Escape Room'u i pierwszy raz zdarzyło mi się, że fabułę opisywał Mistrz Gry słownie, twarzą w twarz, przed całą zabawą. W poprzednich razach cały scenariusz pokoju był tłumaczony w klimatycznym filmiku z pasującymi efektami dźwiękowymi już w środku. Być może to mój fetysz, ale zdecydowanie bardziej pasuje mi ta druga opcja, która potrafi doskonale wprowadzić człowieka w klimat, a tego mi właśnie brakowało. No dobrze, ale co z samym pokojem? Był naprawdę przyjemny, serio. Chociaż zabawę utrudniał fakt, iż w środku panuje spory półmrok. Fakt, klimatycznie, ale niemiłosiernie przeszkadzało to mojej, ślepej jak kret, osobie dojrzeć cokolwiek w tym mroku. Brakowało po prostu latarki czy czegoś w tym guście, a klimat by na tym nie ucierpiał. No dobra, dobra, ale co z zagadkami? W sumie to nie spoilerując niczego, jedną z nich przez przypadek całkowicie ominąłem z racji mojego śmieszkowania i maniakalnej pasji do majtania czym popadnie. Cóż, peszek. A poza tym to zagadki naprawdę mi podpasowały, mimo tego, że rozwiązanie wszystkich było całkiem proste, a same w sobie były raczej krótkie. Dodatkowo, ze dwa czy trzy całkiem straszne momenty w pokoju mogę z pewnością zaliczyć na plus. Całe pomieszczenie zostało bardzo dobrze przygotowane i pozostaje jedynie pogratulować sukcesu.
Pod koniec tylko tak dodam. Pokój wydawał się taki jakby... krótki, aż za bardzo? Kiedy wyszliśmy z niego to byłem przekonany, że zostało coś jeszcze, że coś minęliśmy. Ale nie - prócz tej jednej zagadki, wszystko wykonaliśmy bez kompromitacji. Ktoś by powiedział, że to z faktu, iż tak świetnie się bawiliśmy. Cóż, możliwe, choć wciąż mam zjada mnie uczucie w środku, przypominające te kiedy czytacie dobrą książkę, a autor kończy historię w momencie, gdy dopiero ta się rozkręca. Ale też fakt, faktem - pokój przeszliśmy w około 55 minut, tak jak powinno być.
Kończąc - tak, polecam. Możliwe nawet, że wybiorę się do innego pokoju za tydzień, bo ciężko mi się powstrzymać. Chyba znalazłem nowe hobby :v